poniedziałek, 10 maja 2010

Pati

Jak tylko skończyliśmy błyskać pustynnym komarom w oczy, przenieśliśmy się na pobliską sosenkę.
Choć nie było bardzo ciepło tego wieczora, dzielna Pati nie marudząc wcale, wyginała się jak jej sosna nakazywała.
Efekty są co najmniej zadowalające.

W tym wypadku skorzystaliśmy ze światła zastanego. Ze zdjęciami jednakże poczekaliśmy, aż zastaniemy słońce tuż pod linią horyzontu.
Niewielka ilość światła oczywiście nie ułatwia pracy, ale jego jakość jest nagrodą, o którą warto walczyć.
Słońce zaszło za Patrycją, gdzieś na godzinie pierwszej, rozświetlając mocniej tę część nieba, która zadziałała jak spory softbox oblewając Pati miękkim, tylnym światłem.
Reszta nieba, dosyć mocno zachmurzonego, robiła za wielgachną, białą blendę, która wypełniała cienie.
Niestety piasek, po którym chodziliśmy, nie dostarczał już wystarczającej ilości światła odbitego, aby wydobyć detale w "tylnej" części Pati. Tu z odsieczą przybyła wizażystka Renata ze złota blendą w ręku. Jeśli jeszcze nie zauważyliście blendy, to znajduje się ona w prawym, dolnym rogu zdjęcia :).
Istotną rolę odegrała też sama sosenka, która ze swoich gałązek uczyniła gęsty i ciemny parasol nad nami, a to pomogło w uzyskaniu bardziej kierunkowego światła - światło główne z tyłu i nisko, wypełnienie z boku i z dołu, ale cień z góry. Jedna sosenka, jedna blenda, kontrola jak w studiu.

Posted by Picasa