piątek, 22 maja 2026

Rezonans rozpadu

Kiedy forma przestaje mamić, zaczyna się doświadczenie szczeliny


Żyjemy w cieniu pęczniejącej geometrii pychy. Współczesność, napięta do granic możliwości przez autorytarne gesty tych, którzy mienią się architektami ładu, zaczyna trzeszczeć w szwach. Jednak sztuka, która próbuje ten stan jedynie zreferować, ponosi klęskę – staje się publicystyką, kolejną warstwą informacyjnego szumu. Prawdziwy niepokój rodzi się tam, gdzie obraz odkleja się od dosłowności, by stać się czystym zapisem napięcia.

Wystawa Klubu Fotograficznego „Źródło” "Brzmienie ciszy" w przestrzeniach Urzędu Miasta Ruda Śląska nie jest zbiorem niezależnych dokumentów. To jeden, wielowarstwowy Akord. To rezonans świata, który na naszych oczach dąży do samounieważnienia, rozpisany na cztery uderzenia w tę samą strunę.

Cztery strony milczenia


Tkanka tej ekspozycji utkana jest zarówno ze słów, jak i z rezygnacji z nich. Ta dwoistość buduje wewnętrzne, dramatyczne napięcie.

Powłoka i tusz. Pierwsze dotknięcie rzeczywistości przychodzi z gęstym, lepkim rytuałem, o którym mówi Bartosz Klosek w swoim „Czernidle”. To opowieść o nieustannym maskowaniu pustki, o codziennym barwieniu i zacieraniu śladów, byle tylko nie ujrzeć surowej prawdy. Czernidło to strefa komfortu, w której kultura próbuje zamalować swój własny strach.

Architektura pozoru. W ten pejzaż wchodzą prace Aleksandra Orszulika, który rezygnuje z komentarza, pozwalając mówić samej strukturze. Jego obecność w Akordzie to surowy rygor linii i podziałów. To rozpaczliwa, czysto ludzka próba ustrukturyzowania chaosu, zamknięcia lęku w bezpiecznych, geometrycznych ramach. Ta cisza projektuje iluzję, że nad światem da się jeszcze zapanować za pomocą czystej formy.

Topografia niepokoju. Z tą formalną dyscypliną kontrastuje niemy zapis Krzysztofa Stryja. Jego obrazy wprowadzają do Akordu element widmowy – przestrzeń, która została odarta z neutralności i przesiąkła wewnętrznym dramatem. Krajobraz i miejsce stają się tu teatrem psychicznym, w którym każdy kąt i każda płaszczyzna zdają się drżeć w oczekiwaniu na uderzenie. To topografia po katastrofie, która jeszcze się nie wydarzyła, ale już jest obecna w powietrzu.

Zderzenie i ślad. Finał tego tąpnięcia materializuje się w „Duchach przyszłości” Łukasza Cyrusa. To tutaj absolut „Supremacji” napiera na kruchą powłokę, doprowadzając do pęknięcia formy, podczas gdy bezradna „Koalicja schyłku” kruszy się poza linią własnego frontu. To, co u Orszulika było porządkiem, a u Stryja przeczuciem, tutaj staje się ostatecznym procesem erozji.

Pytanie o resztę


Wizualne milczenie Aleksandra Orszulika i Krzysztofa Stryja działa w tym zestawie jak spoiwo – udowadnia, że najgłębsze traumy cywilizacji nie potrzebują literackiej narracji. Kiedy zdejmiemy z twarzy warstwy społecznego czernidła, kiedy pękną geometryczne klatki, w których próbujemy się schronić, i kiedy przestrzenie wokół nas ostatecznie zastygną w wyczekiwaniu – co tak naprawdę pozostanie?

Wystawa „Źródła” nie oferuje ukojenia ani łatwego moralizatorstwa. Nie wskazuje winnych palcem, bo winna jest sama struktura pychy, którą jako ludzkość nasycamy każdego dnia. Stawia widza w punkcie krytycznym, przed pękniętym zwierciadłem geometrycznego świata, i zmusza do zadania sobie jednego, fundamentalnego pytania:

Czy w świecie, który z taką konsekwencją kruszy własne fundamenty, potrafimy ocalić coś więcej niż tylko powidoki naszej obecności?

Odpowiedź nie pojawi się na ścianach galerii. Ona musi wybrzmieć w Was.

Wystawę można oglądać na I piętrze Urzędu Miasta Ruda Śląska w godzinach pracy UM.

"Duchy przyszłości". fot. Łukasz Cyrus, 2018. Fotografia abstrakcyjna. Zaciek białej farby na pękającym betonowym murze pokrytym w połowie szarą, pękającą farbą, w drugiej połowie surowy beton.
"Duchy przyszłości". fot. Łukasz Cyrus, 2018.

Łukasz Cyrus, 2026
Wpisz swój e-mail:

poniedziałek, 18 maja 2026

Zwierzęta okiem obiektywu 2026 — młode spojrzenia, wielkie emocje

Smartfony w dłoń i świat na wyciągnięcie ręki — jak młodzi fotografują naturę


Konkurs „Zwierzęta okiem obiektywu” pokazał, że fotografia młodzieży to nie tylko technika, lecz przede wszystkim wrażliwość — od podwórkowych kotów po dalekie, egzotyczne spotkania.


Kolaż dziewięciu zdjęć konkursowych: portrety zwierząt, ujęcia z natury, detale piór i futra, barwne kadry, różnorodność stylów.
VII Międzyszkolny Konkurs Fotograficzny
"Zwierzęta okiem obiektywu" 2026.
Fotografia młodych autorów ma dziś dwie twarze: z jednej strony codzienna dostępność aparatów w smartfonach, z drugiej — ciekawość świata, która pcha w dalekie podróże i do egzotycznych krajów. W obu przypadkach najważniejsze jest oko — umiejętność zatrzymania chwili.

Na wystawie zobaczyliśmy zarówno intymne portrety zwierząt z osiedlowych trawników, jak i zdjęcia, które przywodzą na myśl opowieści z dalekich wypraw. Pasja nie potrzebuje drogiego sprzętu, a empatia wobec świata przyrody zaczyna się od uważnego spojrzenia.

Jury doceniło różnorodność i odwagę w wyborze tematów. Nagrody trafiły do autorów, którzy potrafili połączyć technikę z opowieścią — a to najlepszy dowód, że fotografia młodzieży ma się dobrze i potrafi nas zaskoczyć.

Laureatami tegorocznego konkursu są:

  • Nagroda I: Natasza Knapik SP 65 w Katowicach - "Było nie schodzić, to teraz nie trzeba byłoby wychodzić."
  • Nagroda II: Jagoda Gorzela SP 58 w Katowicach - "Motyle."
  • Nagroda III: Adam Dzięciołowski SP 38 w Bytomiu - "Przybij piątkę Lipton!"

Jury w składzie:

  • Przewodniczący: Łukasz Cyrus (ZPAF, KF "Źródło").
  • Członkowie: Aleksander Orszulik (ZPAF, KF "Źródło"), Krzysztof Stryj (KF "Źródło), Bartosz Klosek (KF "Źródło").

Organizatorami Międzyszkolnego Konkursu Fotograficznego "Zwierzęta okiem obiektywu" są:


Łukasz Cyrus, 2026
Wpisz swój e-mail:

piątek, 15 maja 2026

Róża Talentów 2026 dla Klubu Fotograficznego "Źródło"

Wieczór inspiracji w DK Bielszowice — nagroda, spotkania i plany na fotograficzną przyszłość


W piątkowy wieczór 15 maja odebraliśmy z dumą Różę Talentów 2026.


Bartosz Klosek i Łukasz Cyrus odbierają Różę Talentów 2026 dla Klubu Fotograficznego "Źródło"..
Bartosz Klosek i Łukasz Cyrus
odbierają Różę Talentów 2026.
W piątkowy wieczór, 15 maja, znaleźliśmy się wśród świateł i kwiatów sceny Domu Kultury Bielszowice — z dumą przyjęliśmy wiadomość, że Klub Fotograficzny Źródło został wyróżniony Różą Talentów 2026. Było nam bardzo miło być zaproszonymi na galę i wziąć udział w tym wydarzeniu; nagrodę w imieniu klubu odebrał Bartosz Klosek, a ja miałem przyjemność uczestniczyć w uroczystości jako gość.

Gala okazała się czymś więcej niż tylko formalnym wręczeniem statuetki. To była okazja do spotkań — z ludźmi, którzy na co dzień działają w różnych obszarach kultury, z organizatorami, z artystami. W krótkich rozmowach między toastami i oklaskami wyczuwało się autentyczne zainteresowanie tym, co robimy. Te wymiany inspirują bardziej niż niejeden wykład.

Elegancka oprawa wydarzenia dodała wieczorowi blasku. Potem był poczęstunek: rozmowy przy kawie i ciastku, wymiana wizytówek, śmiechy i plany na przyszłość. Kultura to nie tylko dzieła, ale też ludzie, którzy je tworzą i wspierają.

Wracaliśmy do domu z poczuciem, że to wyróżnienie to nie tylko laur dla nas, ale zobowiązanie — motywacja, by dalej działać, zapraszać, uczyć i pokazywać świat przez pryzmat fotografii.

Łukasz Cyrus, 2026
Wpisz swój e-mail:

piątek, 1 maja 2026

Węglowa Atlantyda wraca na powierzchnię

O pamięci, farbie i miejscach, które nie chcą zniknąć

Są takie projekty, które zaczynają się niewinnie – od spaceru, od rozmowy, od pierwszego zdjęcia zrobionego trochę „na próbę”. A potem nagle orientujesz się, że od miesięcy żyjesz Atlantydą. Że wchodzisz w nią jak w mgłę, która niby się rozwiewa, ale zostawia na ubraniu zapach węgla, rdzy i czegoś jeszcze – czegoś, co trudno nazwać, a jeszcze trudniej sfotografować.

Tak było z Węglową Atlantydą od pierwszego pleneru przy Szybie Franciszek. Pamiętam tamten dzień, kiedy Adam Kowalski, stojąc przed grupą, powiedział: „Tak kompletnej dokumentacji Rudy Śląskiej nie wykonano od lat.” Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że to zdanie stanie się dla nas czymś w rodzaju drogowskazu. Że będziemy je powtarzać w myślach, kiedy po raz setny będziemy szukać właściwego kadru między zwałowiskiem a piaskowcem.

Plenery, które zmieniły sposób patrzenia

Węglowa Atlantyda zaczęła się jak każda dobra opowieść – od ludzi. Od Adama, który prowadził nas przez Steinbruch jak przewodnik po warstwach geologicznych pamięci. Od Arka Goli, który powtarzał: „Fotografia dokumentalna to nie tylko zapis – to sposób myślenia o świecie.” Od Michała Szalasta, który przypominał, że dokument „zawsze jest o człowieku, nawet jeśli człowieka nie ma w kadrze”.

A potem dołączyli kolejni – Joanna Helander i Bo Persson, którzy wnieśli do Atlantydy swoją czułość, doświadczenie i filmową wrażliwość. Dołączyli też młodzi, starsi, lokalni, przyjezdni. I my – rudzki Klub fotograficzny „Źródło”. Wnieśliśmy do projektu to, co mamy najbliżej skóry – Rudę, jej zapach, jej światło, jej pęknięcia.

Farba, która pamięta więcej niż my

Jedno z moich zdjęć – które również zobaczycie na wystawie – powstało podczas jednego z tych plenerów, kiedy człowiek niby fotografuje, ale tak naprawdę słucha. To była stalowa brama garażowa, pomalowana na zielono i czarno. Farba łuszczyła się jak stara skóra, odsłaniając czarny podkład. Zatrzymałem się. To nie była tylko brama. To była metafora całej Atlantydy.

Zielone i czarne – kolory górniczej flagi. Łuszczenie – czas, który robi swoje. Czerń pod spodem – pamięć, która nie znika, nawet jeśli powierzchnia odpada płatami.

To zdjęcie stało się dla mnie symbolem. Nie planowałem tego. Ono prostu tam było.

„Zbliżenie na zieloną, łuszczącą się farbę, spod której miejscami wyłania się czarna warstwa podkładu.”
"Ślady pamięci". fot. Łukasz Cyrus, 2025.

Od Szybu Franciszek do Muzeum Historii Polski Ludowej

Kiedy pierwszy raz wnieśliśmy Atlantydę do Szybu Franciszek, czułem, że to miejsce jest jak naturalne siedlisko dla tych obrazów. Surowe, prawdziwe, nieudawane.
Ale teraz – teraz dzieje się coś innego.

Węglowa Atlantyda trafia do Muzeum Historii Polski Ludowej.

I to jest ruch, który zmienia opowieść.

Bo muzeum to nie tylko ściany i gabloty. To miejsce, w którym pamięć staje się publiczna. Gdzie prywatne wspomnienia spotykają się z historią pisaną grubą kreską. Gdzie fotografie zaczynają mówić innym głosem – głośniejszym, bardziej zbiorowym.

W tym muzeum, które samo jest wehikułem czasu, Atlantyda nabiera nowej głębi. Staje się częścią większej narracji o tym, jak żyliśmy, jak pracowaliśmy, jak patrzyliśmy na świat. I jak próbujemy to wszystko ocalić.

Słowa, które zostają

Podczas jednego z naszych spotkań Adam Kowalski powiedział jeszcze jedno zdanie, które noszę w sobie od tamtej pory: „Wspólnota powstaje tam, gdzie ludzie patrzą w tym samym kierunku, nawet jeśli widzą różne rzeczy.”

I chyba właśnie o to chodzi w Atlantydzie. Patrzymy razem. Widzimy inaczej. A jednak opowiadamy jedną historię.

Zaproszenie, które płynie z głębi Atlantydy

Dlatego dziś – jako fotograf współtworzący Atlantydę, jako jej kronikarz, jako członek „Źródła”, jako ktoś, kto od zawsze chodzi po Rudzie z aparatem na szyi – mam zaszczyt zaprosić Was na kolejną odsłonę tej opowieści.

Zapraszamy na otwarcie wystawy „Węglowa Atlantyda”


Muzeum Historii Polski Ludowej
01.05.2026, godz. 16:00

W imieniu fotografików, Klubu fotograficznego "Źródło", organizatorów – Stowarzyszenia TuRuda i Muzeum Historii Polski Ludowej, kuratorów – Arkadiusza Goli i Michała Szalasta, zapraszamy Was do wspólnego zanurzenia się w Atlantydę, która – paradoksalnie – wcale nie tonie. Ona właśnie wynurza się na powierzchnię.

Przyjdźcie.
Zobaczcie.
Posłuchajcie, co mówią miejsca, które niby milczą.

Więcej o "Węglowej Atlantydzie":
Historia "Węglowej Atlantydy" wg. Łukasza Cyrusa.

Łukasz Cyrus, 2026
Wpisz swój e-mail: