Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Portret. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Portret. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 16 czerwca 2025

Joanna Helander i Bo Persson dołączają do Węglowej Atlantydy

Węglowa Atlantyda – fotograficzne poszukiwania historii i dziedzictwa przemysłowego Rudy Śląskiej


Węglowa Atlantyda - idea plenerów


Plenery Węglowa Atlantyda to inicjatywa Stowarzyszenia TuRuda, której celem jest dokumentacja i interpretacja dziedzictwa przemysłowego Rudy Śląskiej. Projekt łączy fotografię z refleksją nad historią i zmianami w krajobrazie poprzemysłowym. Uczestnicy, poprzez swoje prace, ukazują złożoną relację między człowiekiem a przestrzenią, w której przez wieki dominował przemysł.

Organizatorem plenerów jest Adam Kowalski, lider Stowarzyszenia TuRuda, znany z działań na rzecz zachowania pamięci historycznej regionu. Za część artystyczną i fotograficzną odpowiadają Arkadiusz Gola i Michał Szalast, cenieni fotograficy, związani z Związkiem Polskich Artystów Fotografików oraz Instytutem Twórczej Fotografii w Opawie.

Ludzie, miejsca, wspomnienia - Joanna Helander i Bo Persson fotografują Rudę Śląską w ramach plenerów "Węglowa Atlantyda". Łukasz Cyrus, 2025.
Uczestnicy niedzielnego pleneru przed Słupami Heraklesa przy Szybie Franciszek.
Od lewej: Arek Gola, Łukasz Cyrus, Joanna Helander, Małgorzata-Kamińska Gola, Bo Persson.

Joanna Helander – fotografka i dokumentalistka


Ludzie, miejsca, wspomnienia - Joanna Helander i Bo Persson fotografują Rudę Śląską w ramach plenerów "Węglowa Atlantyda". Łukasz Cyrus, 2025.
Joanna Helander przy Szybie Franciszek.
fot. Łukasz Cyrus.
Do grupy dołączyła Joanna Helander, wybitna polska fotografka, dokumentalistka i pisarka, od lat mieszkająca w Szwecji. Urodzona w Rudzie Śląskiej, w swoich pracach często wraca do rodzinnych stron, ukazując ich przemiany na tle historii Śląska. Jej dorobek obejmuje dokumentację życia codziennego, losów emigrantów, a także relacje między kulturą a polityką. Fotografowała przestrzenie społeczne, zakłady pracy, rodzinne domy – zawsze z wyczuciem i autentycznością. W trakcie pleneru podzieliła się historiami miejsc, które niegdyś uwieczniła na swoich zdjęciach.

Bo Persson – spojrzenie filmowe na historię


Plenery wzbogacił również Bo Persson, szwedzki reżyser, scenarzysta i producent, który od lat dokumentuje ważne społecznie i historycznie tematy. Jego twórczość koncentruje się na prawach człowieka, procesach społecznych oraz narracjach związanych z pamięcią historyczną. Jego obecność na plenerze wniosła filmową perspektywę – rozmowy o dokumentowaniu historii w ruchu, uchwyceniu przestrzeni w kontekście zmieniającego się świata.

Ludzie, miejsca, wspomnienia - Joanna Helander i Bo Persson fotografują Rudę Śląską w ramach plenerów "Węglowa Atlantyda". Łukasz Cyrus, 2025.
Bo Persson w jednej z rudzkich kamienic. fot. Łukasz Cyrus.

Pozostali uczestnicy


W plenerze biorą udział także fotograficy związani z Związkiem Polskich Artystów Fotografików, Instytutem Twórczej Fotografii w Opawie oraz członkowie Klubu Fotograficznego „Źródło” z Rudy Śląskiej. Każda z tych osób wnosi do Węglowej Atlantydy własną perspektywę – fotograficzną, filmową, dokumentalną, historyczną. Ich wspólnym celem jest uchwycenie miejsc, które zmieniają się na ich oczach, ale wciąż kryją w sobie historię i tożsamość regionu.

Ludzie, miejsca, wspomnienia - Joanna Helander i Bo Persson fotografują Rudę Śląską w ramach plenerów "Węglowa Atlantyda". Łukasz Cyrus, 2025.
Uczestnicy pleneru na ulicy Wolności w Rudzie Śląskiej.
Od lewej: Małgorzata-Kamińska Gola, Arek Gola, Bo Persson, Joanna Helander. fot. Łukasz Cyrus

Niedzielny plener z Joanną Helander i Bo Perssonem


Ludzie, miejsca, wspomnienia - Joanna Helander i Bo Persson fotografują Rudę Śląską w ramach plenerów "Węglowa Atlantyda". Łukasz Cyrus, 2025.
Niedzielny spacer ulicą Wolności w Rudzie Śląskiej. fot. Łukasz Cyrus.

Ludzie, miejsca, wspomnienia - Joanna Helander i Bo Persson fotografują Rudę Śląską w ramach plenerów "Węglowa Atlantyda". Łukasz Cyrus, 2025.
Arek Gola i Joanna Helander przed Pubem Klaus na ulicy Wolności. fot. Łukasz Cyrus.

W niedzielnym plenerze Joanna Helander zabrała uczestników w podróż pełną wspomnień po Rudzie Śląskiej. Odwiedziliśmy jej rodzinny dom, gdzie rozmawialiśmy z mieszkańcami i fotografowaliśmy przestrzenie ważne dla jej historii. W Café&Pub Klaus na ulicy Wolności odbyła się spontaniczna sesja portretowa z młodymi tatuażystami ze studia Gold Rose Tattoo Shop, których energia natychmiast udzieliła się całej grupie. Wizyta przy miejscu egzekucji Joachima Achtelika była momentem zadumy nad historią regionu. Chwilę odpoczynku znaleźliśmy przy lodach w „Naturalnie Pyszne”, a później w kościele Matki Bożej Różańcowej, gdzie rozmowy nabrały refleksyjnego tonu. Plener zakończył się przy szybie Franciszek, który obecnie przechodzi proces odnowy, symbolizując przemiany Rudy Śląskiej i jej górniczego dziedzictwa.

Ludzie, miejsca, wspomnienia - Joanna Helander i Bo Persson fotografują Rudę Śląską w ramach plenerów "Węglowa Atlantyda". Łukasz Cyrus, 2025.
Podwórko rodzinnego domu Joanny Helander. fot. Łukasz Cyrus.

Ludzie, miejsca, wspomnienia - Joanna Helander i Bo Persson fotografują Rudę Śląską w ramach plenerów "Węglowa Atlantyda". Łukasz Cyrus, 2025.
Miejsce egzekucji Joachima Achtelika. fot. Łukasz Cyrus.

Ludzie, miejsca, wspomnienia - Joanna Helander i Bo Persson fotografują Rudę Śląską w ramach plenerów "Węglowa Atlantyda". Łukasz Cyrus, 2025.
Joanna Helander na Placu Żwirki i Wigury. fot. Łukasz Cyrus.

Ludzie, miejsca, wspomnienia - Joanna Helander i Bo Persson fotografują Rudę Śląską w ramach plenerów "Węglowa Atlantyda". Łukasz Cyrus, 2025.
Pamiątkowe zdjęcie z artystami z Gold Rose Tattoo. fot. Łukasz Cyrus

Łukasz Cyrus, 2025
Wpisz swój e-mail:



niedziela, 1 czerwca 2025

Węglowa Atlantyda - rudzkie plenery fotograficzne

Węglowa Atlantyda: notatki z początku podróży


Każdy projekt ma swój punkt wyjścia – miejsce, gdzie jeszcze nie wiadomo, jak potoczą się wydarzenia, ale przeczucie mówi, że będzie z tego coś ważnego. Tak właśnie zaczęła się Węglowa Atlantyda – cykl fotograficznych plenerów dokumentujących przemysłowe dziedzictwo Rudy Śląskiej. Inicjatywa, która z założenia miała być intensywnym zanurzeniem w krajobraz poprzemysłowy, szybko przekształciła się w wielogłosową opowieść – o przestrzeni, o historii, ale przede wszystkim o ludziach.
 

O co chodzi w Węglowej Atlantydzie?


Projekt powstał z potrzeby dotknięcia krajobrazu, który nie znika w jednej chwili – ale zanika w pamięci, przerabiany na inne funkcje, opowiadany coraz ciszej. Celem Węglowej Atlantydy jest nie tylko dokumentacja, ale także interpretacja przestrzeni Rudy Śląskiej – miejsc, gdzie to, co naturalne, miesza się z tym, co przemysłowe, a ślady przeszłości wciąż oddychają w murach, drzewach i ukształtowaniu terenu.

Fotografia w tym kontekście nie jest tylko narzędziem rejestrującym – staje się nośnikiem refleksji. Każde zdjęcie to fragment większej opowieści: o przemianach, o pamięci, o konflikcie między naturą a cywilizacją, o trzeciej i czwartej naturze, która na Śląsku ma wyjątkowo konkretne znaczenie.

Relacja z pierwszych dni Węglowej Atlantydy – plenerów fotograficznych dokumentujących dziedzictwo przemysłowe Rudy Śląskiej. Łukasz Cyrus, 2025.
Początki plenerów Węglowej Atlantydy. fot. Łukasz Cyrus.

Kto za tym stoi?


Pomysł na Węglową Atlantydę narodził się w ramach działalności Stowarzyszenia TuRuda, które od lat dba o to, by historia Rudy Śląskiej nie znikała w milczeniu. Adam Kowalski, lider tej organizacji, od samego początku czuwa nad merytoryczną i narracyjną spójnością projektu. Wędruje z nami, opowiada, wskazuje miejsca, w których warto się zatrzymać – te widoczne i te, których bez jego wiedzy pewnie byśmy nie zauważyli.

Relacja z pierwszych dni Węglowej Atlantydy – plenerów fotograficznych dokumentujących dziedzictwo przemysłowe Rudy Śląskiej. Łukasz Cyrus, 2025.
Adam Kowalski prowadzi grupę plenerową. fot. Łukasz Cyrus.

Za stronę artystyczną i dokumentalną odpowiadają dwaj kuratorzy: Arkadiusz Gola – fotograf i dokumentalista, członek ZPAF oraz pedagog ITF w Opawie, i Michał Szalast – fotoreporter, redaktor i badacz tożsamości lokalnych. To oni nadali całemu przedsięwzięciu ramy: formalne, fotograficzne i interpretacyjne.

Relacja z pierwszych dni Węglowej Atlantydy – plenerów fotograficznych dokumentujących dziedzictwo przemysłowe Rudy Śląskiej. Łukasz Cyrus, 2025.
Arek Gola i Michał Szalast dbają o stronę merytoryczną przedsięwzięcia i dobry nastrój uczestników. fot. Łukasz Cyrus.

Kto bierze udział?


W pierwszych dniach pleneru udział wzięli fotografowie i fotografki z różnych środowisk, pokoleń i estetyk: Marcin Śliwa, Marek Janicki, Olek Orszulik, Łukasz Cyrus, Iwona Germanek, Paulina Bajorowicz, Ondrej Durczak, Tomek Greissgraber, Marek Stańczyk, Seweryn Puchała, Rafał Klimkiewicz, Natalia Knycz, Dariusz Zakrzewski, Agnieszka Kowalczyk oraz Łukasz Zawada. Każdy z nas przywiózł ze sobą inny sposób patrzenia, inny język wizualny – ale wspólnym mianownikiem jest uważność wobec przestrzeni i jej pamięci.

Warto zaznaczyć, że Klub Fotograficzny „Źródło” z Rudy Śląskiej, którego jestem członkiem, został zaproszony do udziału w tym przedsięwzięciu jako lokalny partner i uczestnik. To dla nas zaszczyt, ale też duże zobowiązanie – opowiadać o własnym mieście, kiedy inni patrzą na nie świeżym okiem.

Relacja z pierwszych dni Węglowej Atlantydy – plenerów fotograficznych dokumentujących dziedzictwo przemysłowe Rudy Śląskiej. Łukasz Cyrus, 2025.
Uczestnicy pierwszego dnia plenerów Węglowej Atlantydy. fot. Łukasz Cyrus.

Plany – co dalej?


Efektem naszych wspólnych działań będzie wielkoformatowa wystawa plenerowa, zaplanowana na początek września. Każdy z uczestników przygotowuje zestaw zdjęć, które nie tylko dokumentują, ale również komentują i prowokują do myślenia. Zdjęcia zostaną zaprezentowane w przestrzeni publicznej miasta – w miejscach, które same często są bohaterami tej historii.
 

Plener pierwszy: krajobraz przemysłowy


Pierwszy dzień plenerowy prowadził Adam Kowalski. Spotkaliśmy się przy szybie Franciszek – miejscu symbolicznym, nie tylko ze względu na przemysłowe dziedzictwo, ale także jako punkt startu dla opowieści, która miała się dopiero zmaterializować w fotografiach. Adam prowadził nas przez teren Steinbrucha – dawny kamieniołom piaskowca, miejsce niezwykłej warstwowości. To, co pozornie naturalne, okazuje się sztuczne; to, co ludzkie – upodabnia się do przyrody. Była w tym dniu cisza, światło i ogromne poczucie odpowiedzialności – wobec krajobrazu i wobec czasu.

Relacja z pierwszych dni Węglowej Atlantydy – plenerów fotograficznych dokumentujących dziedzictwo przemysłowe Rudy Śląskiej. Łukasz Cyrus, 2025.
Odkrywamy tajemnice czwartej przyrody. fot. Łukasz Cyrus.
 

Plener drugi: miasto z cegły i piaskowca


Drugiego dnia przewodnictwo przejął Aleksander Orszulik, który poprowadził nas przez dzielnicę Ruda 1, znaną mu nie tylko z mapy, ale i z pamięci mieszkańca i fotografa. Celem było znalezienie śladów piaskowców ze Steinbrucha i cegieł w tkance miejskiej – na fasadach budynków, w strukturach osiedli, w załomach historii. Miasto nagle stało się żywym muzeum materiałów budowlanych, powidoków i przemilczeń. Fotografowaliśmy cegły, których struktura zdradzała pochodzenie – fragmenty czegoś większego, co kiedyś istniało w zupełnie innej formie.

Węglowa Atlantyda nabiera głębi z każdym dniem. Piszę o tym nie tylko z potrzeby archiwizacji, ale też dlatego, że czuję, że to początek czegoś istotnego. Być może jeszcze nie do końca wiemy, czym ta Atlantyda jest, ale już teraz wiemy, że nie wystarczy jej tylko „szukać” – trzeba ją współtworzyć.

Relacja z pierwszych dni Węglowej Atlantydy – plenerów fotograficznych dokumentujących dziedzictwo przemysłowe Rudy Śląskiej. Łukasz Cyrus, 2025.
Grupa plenerowa dociera do granic poznania. fot. Łukasz Cyrus.

Łukasz Cyrus, 2025
Wpisz swój e-mail:

wtorek, 9 listopada 2021

Historia mojego życia

Prawda obrazu

Gdybym miał Ci opowiedzieć historię mojego życia, opowiedziałbym Ci historię, w którą wierzę, że jest prawdziwa, będąc jednocześnie świadomym, że znaczna część tej historii może mijać się z prawdą. Pewne elementy tej historii, nawet kluczowe, musiały zostać sfabrykowane przez wyobraźnię, by wypełnić pustkę po niewiedzy, niepamięci czy wyparciu i zaradzić brakom. Choć elementy te są bardziej mitami niż faktami, potrzebuję tych mitów, by dopełniły i scaliły obraz. Bez nich wszystkie pozostałe elementy układanki przestałyby pasować, a historia rozpadłaby się niczym źle poskładane puzzle.

Łukasz Cyrus, 2021

"Historia". fot. Łukasz Cyrus, 2013.

Bibliografia:

Sikora, S. 2004, Fotografia: Między dokumentem a symbolem, Świat Literacki, Izabelin.

Wpisz swój e-mail:

sobota, 20 marca 2021

Prawda obrazu

Ceci n'est pas une pipe


Prawda obrazu - zestaw fotografii odklejonej z  tekstem Krzysztofa Szlapy. Fot. Łukasz Cyrus, 2021.
"Prawda obrazu". fot. Łukasz Cyrus, 2020.
W odległych czasach symbol oznaczał niewielki, rozłamany na pół podczas zawierania umowy przedmiot z gliny, kości, drewna lub metalu, jak np. tabliczka lub pierścień. Połówki stanowiły znak rozpoznawczy dla dwóch osób, które łączyła jakaś prawda.

Dziś symbolami są zdjęcia, które podczas gestu fotografowania odłamują się od rzeczywistości i skrywają w sobie raczej tajemnicę niż prawdę. Chcąc się z tym zmierzyć niczym Bruce Lee w finałowej scenie filmu Wejście Smoka, pośród 8000 luster stoczymy kulminacyjny pojedynek z odbiciem (papierową odbitką lub obrazem na ekranie) by spojrzeć prawdzie w oczy. Stawka jest większa niż życie.

Każdy kto pisze się na taka akcję i z ciekawości wkracza do gabinetu luster powinien sprawić sobie swoistą nić Ariadny lub tatuaż na przedramieniu Ceci n'est pas une pipe, a przynajmniej rozważyć słowa autora zestawu "Prawda obrazu":

"Każde zdjęcie w zestawie jest obrazem w obrazie i żaden z tych obrazów nie prowadzi do poznania. Obraz albo jest pusty, albo zniekształcony. Jest też światło, które miało być symbolem mądrości, a stało się źródłem oślepienia." Łukasz Cyrus, 2020.

Tekst do zestawu: Krzysztof Szlapa, 2021
Link do albumu:

Fotografie do albumu "Prawda obrazu" powstały ramach zadania twórczego Klubu fotograficznego "Źródło" jesienią 2020 roku.

Łukasz Cyrus, 2021
Wpisz swój e-mail:

wtorek, 9 czerwca 2020

Czekając na sen

Zapis z kroniki COVID-19


Niepokój, bezsenność. Udręka umysłu, udręka ciała.

Czekając na spokojny sen.

Tańczyła Maria Jękot.

Link do albumu "Czekając na sen".
Obserwuj mojego bloga, jeśli Ci się podoba. Wpisz swój e-mail.

Łukasz Cyrus, 2020


"Czekając na sen" - Zapis z kroniki COVID-19. Fot. i tekst Łukasz Cyrus, 2020. Ruda Śląska.
"Czekając na sen". fot. Łukasz Cyrus, 2015.

wtorek, 5 maja 2020

Światło ekranu

Piksele miłości


"Światło ekranu" - esej i pokaz slajdów o wirtualizacji rzeczywistości w czasie pandemii COVID-19. Tekst i fot. Łukasz Cyrus, 2020.
"Światło księżyca". fot. Łukasz Cyrus, 2017-2019.
Żyjemy w wielkim rozkroku pomiędzy dwoma światami. Jedna stopa kroczy w świecie z kurzu, pyłu i kamienia, którego chropowatość czujemy przy każdym kroku. Druga przemierza świat bez ciała, czasu i przestrzeni. Pierwsza stopa rani się i goi, druga nie ma nawet zadrapania. Nie wie czym jest ból. Nie czuje nic. Płynie. Pośród fal zer i prądów jedynek.

Skaczemy tak z lewej na prawą, kiedy zaboli i z prawej na lewą, gdy się zagoi od czasu, kiedy pierwsze strumyki wypłynęły ze źródeł cyberprzestrzeni. Przyjemny dotyk bezczucia okazał się uzależniający. Najpierw tylko stopa, potem po kolano, potem jeszcze trochę. Kiedy rzeczywistość staje się nie do zniesienia, cyfrowa nierzeczywistość koi wszelkie cierpienie.

Zanurzyliśmy się w pięknym świecie cyfrowego bezczucia kryjąc się za doskonałością naszych cyfrowych awatarów.

Do dziś.

COVID-19 bez ostrzeżenia wepchnął nas do świata naszych cyfrowych iluzji i zatrzasną drzwi do rzeczywistości. Rzeczywistość wirtualna stała się realna. Świat bez czucia stał się wszystkim, czego możemy doświadczyć.

Być może wspólne doświadczenie samotności, dystansu i tęsknoty, które dotknęło jednocześnie tak wielu ludzi na Ziemi sprawi, że znów zapragniemy czuć. Być może staniemy się znów ludzcy, realni.

Pokaz slajdów "Światło ekranu" ilustruje moje odczucia na temat wirtualizacji rzeczywistości, tak bezprecedensowo wzmocnionej przez pandemię koronawirusa COVID-19.

Żeby zobaczyć pracę w trybie pełnoekranowym, naciśnij link. Slajdy przesuwaj kliknięciem myszki, lub strzałkami na klawiaturze.


Łukasz Cyrus, 2020

czwartek, 30 kwietnia 2020

Dni odosobnienia

Album cichych spojrzeń


"Dni odosobnienia" powstawały na przestrzeni kilku lat w chwilach, gdy potrzebowałem więcej rozmawiać z samym sobą niż z innymi. Jest bardzo niemodnie to wyznać, ale samotność mi nie doskwiera. Potrzebuję jej. Taką mam naturę.

Zdjęcia robiłem kilka lat, w przypływie chwili, ale w album złożyłem je dopiero dziś, 6 lat później. Impulsem stały się dwa związane ze sobą przypadkiem wydarzenia - pandemia COVID-19 i album polaroidów Andre Kertesza, który w tym czasie zgłębiłem. Stał na półce już trochę, ale się nie składało. Zawsze coś stanęło na drodze. Przeszkody niespodziewanie usunęła światowa zaraza. Nagle znalazł się czas na wiele rzeczy dotąd zaniedbanych.

Zdałem sobie dziś sprawę, że pandemiczne poczucie zagrożenia z zewnątrz towarzyszy mi od dawna. Zbyt dużo spraw na raz, zbyt dużo hałasu o nic, zbyt wartki bieg wydarzeń sprawiły, że w fotografii od wielu już lat uciekam się do świata odizolowanego, cichego, osamotnionego. Z czasem też takie stały się moje plenery i podróże. Każda z nich pod hasłem poszukiwania ciszy. Cisza przyszła. Bywa przerażająca, ale ciągle mi nie doskwiera.


Łukasz Cyrus, 2020

"Dni odosobnienia" - album cichych spojrzeń. fot. Łukasz Cyrus, 2014-2016. Ruda Śląska.
"Dni odosobnienia". fot. Łukasz Cyrus, 2014-2016.

czwartek, 1 sierpnia 2019

Przyjęty do ZPAF

ZPAF wspiera Fotografię Odklejoną


ZPAF wspiera Fotografię Odklejoną. Łukasz Cyrus członkiem ZPAF Okręg Śląski. Tekst: Łukasz Cyrus, 2019.
Przyjęty do ZPAF. Katowice, 2019.
Jestem członkiem Związku Polskich Artystów Fotografików. Okręg Śląski ZPAF przyjął mnie do swojego grona 27.02.2019 roku po dwóch latach starań.

Od tego dnia upłynęło już pół roku. Miałem czas ochłonąć i trochę się zadomowić, choć na to będę potrzebował znacznie więcej.

W całym procesie, największą radością był dla mnie sam proces. Czas, który spędziłem na stażu kandydackim był jednym z ciekawszych. Miałem okazję poznać ludzi i ich twórczość, zdanie i punkt widzenia. Był to czas wielkiego rozwoju osobistego. Korzyść dla mnie nieoceniona.

Teraz jest czas członkostwa, uczestnictwa. Uczę się tego na bieżąco.

Rzeczą dla mnie bardzo ważną jest wsparcie, które otrzymałem i ciągle otrzymuję od związkowych koleżanek i kolegów. Jest to bardzo budujące. Cieszę się niezmiernie i jestem wdzięczny, że mój pomysł odklejania fotografii spotkał się z akceptacją grona.

Pisząc to krótkie wspomnienie, bardzo chciałbym podziękować wprowadzającym mnie do Związku profesorowi Jakubowi Byrczkowi i Krzysztofowi Szlapie za oświetlanie mojej długiej drogi akcesyjnej. Podziękowania należą się również koledze Kamilowi Myszkowskiemu, który przez cały czas mojej kandydatury okazywał nieograniczoną ilość zupełnie bezinteresownego wsparcia, a taka postawa zawsze zasługuje na wdzięczność i uznanie. Dziękuję również wszystkim koleżankom i kolegom związkowym, którzy podczas mojego czasu przygotowań nie szczędzili rad i dobrego słowa.

Na koniec pogratuluję wszystkim nowym członkom przyjętym do Związku, z których dwoje (Iwona i Kuba) znalazło się na pamiątkowym zdjęciu. Gratulacje.

Łukasz Cyrus, 2019

ZPAF wspiera Fotografię Odklejoną. Łukasz Cyrus członkiem ZPAF Okręg Śląski. Tekst: Łukasz Cyrus, 2019.

niedziela, 3 lutego 2019

NADFOTOGRAFIA - Pejzaż odklejony

Wystawa fotografii odklejonej Klubu Fotograficznego "Źródło"


Serdecznie zapraszam w imieniu swoim i kolegów z Klubu Fotograficznego "Źródło" na wernisaż wystawy Fotografii odklejonej pt. "NADFOTOGRAFIA - Pejzaż odklejony". Wernisaż połączony będzie ze spotkaniem autorskim, które będzie świetną okazją do rozmów, zapoznania się z artystami i ich twórczością.


Wernisaż: 8 lutego 2019 roku. Godzina 18:00. Galeria za Szybą - MDK "Koszutka" fila "Dąb".

Podczas wernisażu i spotkania z autorami nie zabraknie miłej atmosfery i tradycyjnego już u nas poczęstunku.

Kuratorem wystawy jest Krzysztof Szlapa.

O wystawie "NADFOTOGRAFIA - Pejzaż odklejony".

"Nadfotografia" to snucie fikcyjnych, fantastycznych, bądź całkiem poważnych opowieści opartych na "Akordach" - zestawach skonstruowanych z obrazów Fotografii odklejonej.

"Nadfotograficzne" obrazy Fotografii odklejonej powstają w oparciu o automatyzm psychiczny. Zestawione w "Akord" współbrzmią, by objawić widzialność inaczej niewidzialną - opowieść, która nie wypływa z pojedynczych zdjęć, lecz unosi się nad fotografiami za sprawą brzmienia "Akordu".

"Akord" jest dziełem dialogicznym, które podatne jest na nieskończoną liczbę interpretacji. My opowiadamy, Ty odczytujesz.

Fotografia odklejona, "Nadfotografia" i "Akord" są autorskimi pomysłami Łukasza Cyrusa wcielonymi w życie przez działalność członków Klubu Fotograficznego "Źródło" - Aleksandra Orszulika, Bartosza Kloska, Krzysztofa Stryja i Łukasza Cyrusa.

Łukasz Cyrus, 2019

NADFOTOGRAFIA - Pejzaż odklejony. Wystawa fotografii odklejonej Klubu Fotograficznego "Źródło". Katowice, 2019.
Klub Fotograficzny "Źródło". fot. K. Myszkowski.

środa, 27 grudnia 2017

Widziadło

Wstęp do widzialności fotografii odklejonej


Fotografia odklejona poszukuje widzialności, które bez niej pozostają niezauważone. Widzialności są cztery. To widzialność aparatu, widzialność autora, widzialność alegoryczna i widzialność odbiorcy.

Wszystkie cztery widzialności są udziałem ostatniego mojego portretu zatytułowanego "Widziadło" przedstawiającego Krzysztofa Szlapę. Krzysztof jest artystą-fotografikiem wykorzystującym m.in. wielowarstwowość obrazu fotograficznego do budowana opowieści o światach niedostrzegalnych przy zwykłym oglądzie rzeczy. Jego fotograficzne "Widziadła" są drzwiami do świata wyobraźni, fantazji, mitów i wierzeń.

Widziadło - portret koncepcyjny artysty-fotografika ZPAF Krzysztofa Szlapy. fot. Łukasz Cyrus, 2017.
Widziadło

poniedziałek, 20 lutego 2017

Portret bez głowy

O portrecie i fotografii odklejonej

Jurajska wiosna, 2014. Czarno-biała fotografia odklejona. Portret nad jeziorem. fot. Łukasz Cyrus
Jurajska wiosna, 2014. fot. Łukasz Cyrus

Przez wiele lat starałem się pojąć, czym tak naprawdę jest portret fotograficzny. Jak należy go wykonać i co taki portret powinien wyrażać.
Strawiłem na to wiele lat i w końcu portret porzuciłem. Uznałem, że fotografia nie nadaje się do portretu.

U podstaw moich rozważań leżała prawda. Jakakolwiek. Obiektywna bądź subiektywna prawda o portretowanym.
Jeśli prawda obiektywna istnieje, to jak ją wydobyć? Jeśli celem ma być prawda subiektywna - w rzeczywistości wyobrażenie fotografującego o fotografowanym, bądź fotografowanego o sobie samym - to jak tę prawdę w portret wpisać? Jak sprawić, by oglądający - zarówno widz przypadkowy, jak i sam portretowany - w tę prawdę uwierzyli? W końcu, jak powstrzymać ich przed wyczytywaniem ze zdjęcia prawd swoich?
To istne zapasy. Starcie sił prymarnych pozostających poza kontrolą umysłu, bo rozgrywających się w podświadomości. Czy jedno zdjęcie może podołać tym wszystkim wymaganiom?

Spoglądając na wielowiekową historię malarstwa odnoszę wrażenie, że malarz ma łatwiej. Wmaluje w portretowanego tylko te cechy, które powinny zostać wmalowane, przez co odczyt obrazu będzie po wsze czasy sterowany.
Oczywiście decyzja o tym, które cechy należy portretowanemu nadać i kto ma o tym decydować zmieniała się na przestrzeni wieków, ale jedno zawsze pozostanie niezmienne - elementy niepożądane nie znajdą się na obrazie.

W historii malarstwa europejskiego, malarz początkowo nie miał prawa decydować o tym, jakie cechy nadać portretowanemu - był raczej wykonawcą zlecenia, służącemu utrwaleniu wizerunku, cech charakteru czy atrybutów władzy w ogólnej świadomości społecznej.
Myślę, że podobną funkcję pełni dziś wszechobecne na Instagramie selfie, gdzie zamawiający usługę i jej wykonawca to ta sama osoba. Zamawiający wie, jakie cechy pragnie podkreślić, zaś wykonawca wie, jak zamawiającemu schlebić. O poziomie artystycznym takiej pracy zadecyduje stopień wyrafinowania zamawiającego, a subiektywna prawda - czyli wyobrażenie portretowanego o sobie samym zostanie skutecznie przekazana, kiedy wykonawca wykaże się wystarczającą zręcznością, by nie naprowadzać odbiorcę na fałszywe tropy.
Wróćmy do historii. Z czasem malarze zaczęli zdobywać w społeczeństwie uprzywilejowaną pozycję - status celebryty - zaś zamawiającymi stali się, poza władcami, również zamożni mieszczanie. Sytuacja ta, wytworzyła trwające po dziś dzień popyt i podaż. Napędzani próżnością i ciekawością zamawiający uwieczniali swoje wizerunki, cechy i atrybuty dając pole uznanemu artyście do wpisania w obraz autorskiej interpretacji portretowanych. Sytuacja ta mogła dawać artyście zarówno powód do samozadowolenia, jak i przysporzyć bólu głowy, kiedy subiektywna prawda portretującego i portretowanego nie szły w parze.
Układ ten do złudzenia przypomina układ fotograf-model, gdzie zamawiający wybiera sobie wykonawcę zlecenia na podstawie jego wcześniejszych dokonań popartych obrazkami udostępnionymi w internecie. Zamawiająca osoba autorytarnie decyduje - ten oto fotograf jest godny uwiecznienia mojego wizerunku. Niestety, w przypadku portretu fotograficznego sytuacja znacząco się komplikuje. Łatwość i szybkość wykonania, czy wierność reprodukcji - cechy charakterystyczne dla fotografii - działają przeciw fotografującemu. Detale, które są i bywają przeoczone, wymykają się spod kontroli dodając nowych, nieplanowanych znaczeń. "Gęby" - wizualizacje wyobrażeń o sobie samym - serwowane przez fotografowanych nie muszą stać w zgodzie z wyobrażeniami fotografującego. Zaś wierność reprodukcji może ujawniać powierzchowne cechy fotografowanego, o których ten wolałby zapomnieć, w efekcie czego będzie wymagał od fotografującego dokonania zabiegów na fotografii, z którymi artysta może nie umieć się zgodzić.
Czasy nowoczesne dały artyście (malarzowi, fotografowi) pozycję pana i władcy, który robi co, i jak mu się podoba, a który powtarzając za Witkacym, wielkodusznie stwierdza, że zamawiający ma prawo portretu nie odebrać, ale zapłata się należy. Na pierwszy rzut oka widać, że sytuacja ma duży potencjał rodzenia konfliktów.

Kiedy czasy, narzędzia, relacje się komplikują, a wyobrażenia i oczekiwania stają przeciw sobie, to gdzie jest miejsce na poszukiwaną przeze mnie prawdę? Czy za pomocą jednego trzaśnięcia migawki można połączyć wszystkie te sprzeczności w jeden obraz? Cóż za hydra powstałaby wówczas?!

Czyż nie lepiej porzucić płonne nadzieje, zrezygnować z fotografii i zwyczajnie napisać:
"Ten wysoki, szczupły, długowłosy mężczyzna o zakrzywionym nosie, w średnim wieku to Łukasz Cyrus - nauczyciel języka angielskiego i miłośnik fotografii, który z upodobaniem oddaje się udrękom wspinaczki skałkowej i górskiej, by zmierzyć się z własnymi słabościami."

Cechy fizyczne, intelektualne i osobowości zarysowane są w sposób wystarczający, aby każdy czytający przy użyciu swojej wyobraźni zbudował sobie wystarczający obraz pozstaci.
Czemu ma służyć wierne oddanie szczegółów wyglądu zewnętrznego, kiedy ten w najmniejszym stopniu nie zdradza tego, co dzieje się w mojej głowie, a ponadto ulega szybkim i radykalnym zmianom w czasie i przestrzeni?

Przedstawiłem swój punkt widzenia na sprawę podczas spotkania przy herbacie i fotografii zorganizowanego przez Krzysztofa Szlapę i Kamila Myszkowskiego w Galerii Katowice przy ZPAF okręg śląski.
W oczach swoich rozmówców (licznie zgromadzonych) dostrzegłem niepewność, wątpliwość, czasem brak akceptacji, zaś w niektórych wypowiedziach pobrzmiewało echo niebezpiecznej tezy, że w kontekście fotografii prawda o wizerunku równa się prawdzie.
Szczęśliwie dla mnie i mojego punktu widzenia, były również głosy poparcia.
Łatwo dało się zauważyć, że opinie na temat portretu fotograficznego są mocno podzielone, a stopień akceptacji dla różnorodności jego form duży.

Czy zatem rozważania R.Barhesa o portrecie były niepotrzebne? Nie sądzę. Nie sądzę też, żeby były ostateczne (choć może teraz brzmieć to tak, jakbym przeczył sam sobie). Konfrontacja poglądów prowadzi do poszerzenia horyzontów, do rozwoju myśli.
Być może fotografia jest narzędziem tak wszechstronnym, że może służyć wszelkiej formie sztuki, bez żadnych ograniczeń.

Ja zaś myślę, po wczorajszych rozmowach i zważywszy na szczególne cechy fotografii, że jestem gotów sformułować podstawowy zamysł odklejonej fotografii portretowej.

Portretowa fotografia odklejona służyć będzie tworzeniu śladów przywołujących wspomnienia o ludziach. Wspomnienia zaś istnieją gdzieś w przestrzeni pomiędzy faktami, a nie-faktami. Ślad przywoła wspomnienie, a wyobraźnia dokona reszty.
Reguły, zasady? Nie będzie reguł i zasad. Tak jak człowiek może pozostawić po sobie ślad w dowolnej postaci, tak fotografia odklejona ten ślad swobodnie zapisze.

Dadaizm? Niech będzie.

Mniej więcej 35 lat temu podczas wakacji letnich w Pobierowie, tata wręczył mi dalmierzową Werrę z obiektywem Tessar 50mm i załadowanym slajdem, żebym mógł sportretować brata i kolegów stojących pod ścianą domu, w którym mieszkaliśmy. Nie wiedziałem, które ramki w wizjerze pokazują pole widzenia obiektywu 50mm, w efekcie wszyscy sportretowani zostali sprawiedliwie pozbawieni głów. Na zdjęciu, niczym sztachety w płocie stoją brat z kolegami bez głów. Po dziś dzień wiem który to który. Ślad pozostał, fakty mieszają się z nie-faktami, wyobraźnia przywołuje wspomnienie beztroski, rodziny, przyjaźni.

wtorek, 31 stycznia 2017

Dzięki za wszystko

Dzięki za wszystko. Fotograficzna interpretacja tekstu Bartosza Kloska. Koncepcyjna fotografia portretowa. Fotografia odklejona. fot. Łukasz Cyrus
Bartosz Klosek. fot. Łukasz Cyrus

Dzięki za wszystko


- Lekki? Co Ty tam znowu montujesz? Nie potrafisz na dupie usiedzieć… ja pierdolę
- Jeszcze tylko kilka spawów i będzie gotowe…

Dzięki za wszystko. Fotograficzna interpretacja tekstu Bartosza Kloska. Koncepcyjna fotografia portretowa. Fotografia odklejona. fot. Łukasz Cyrus
Bartosz Klosek. fot. Łukasz Cyrus


Miało być o budowaniu potężnej kevlarowej kopuły, nowego domu, pięknego zimnego schronienia. Ale to chyba nie ma sensu. Prędzej czy później czas - ten czy inny - i tę kopułę zrówna z ziemią. Czy wtedy znajdą w niej mnie czy moje zwłoki - co za różnica, po tak długim czasie będę blady i sflaczały. Właściwie nie da się odróżnić już wtedy żywego od trupa, no bo jak siedzi się w jednym miejscu to, jakby nie było, umiera się powoli - czy to z zewnątrz czy w środku.

Możesz tak siedzieć i modlić się o kolejnego anioła, albo wstać i iść. Poznać świat ten, którego jeszcze nie znasz, ludzi i stać się znowu tym aniołem, którym byłeś kiedyś. Możesz…

Przeprosiłem dzisiaj za to jaki byłem kilka chwil temu, człowieka, a w zamian otrzymałem wzgardę i nieco śmiechu. Mała śmiechu garść, ale przybiła jak stutonowy głaz. I ten głaz rozbił się na miliony części na żwir i piach, i przeniknął we mnie jak woda w ziemię. Teraz ten głaz jest częścią mnie. Fakt, już mnie nie ma takiego jak kiedyś. Jestem twardszy - o ten głaz, silniejszy - o ten głaz, bardziej zimny niż przedtem - bo ten głaz mi ciepło zabiera. I jestem teraz takim głazem na nogach, tytanem miłości zaklętej w kamień. W żyłach płynie mi krew, a może to lawa, która za każdym razem kiedy wydostanie się na zewnątrz zamienia się w twardą skorupę i broni dostępu do tego, co najcenniejsze - bijącego ciągle gdzieś na dnie serca. 

Spoglądam dzisiaj z wyjątkowym spokojem wstecz, do tyłu o rok, do tyłu o dziesięć. Znajduję całą górę podobieństw, linii łączących fakty, miejsca i zdarzenia. Jak w tych dziecięcych kolorowankach, gdzie jedno trzeba połączyć z drugim. Jednym się udaje, innym nie. Ja ciągle myślę, że przecież każde z każdym połączyć można - trzeba tylko chcieć i soczyście pierdolić to, że te nitki się ciągle plączą.

RIOJA - to moje ulubione wino hiszpańskie. I czeskie określenie na wytrawne - suché. Gdzieś te czeskie korzenie ciągle we mnie tkwią. 

No ale nie o tym…

Tak, motyw czterech białych ścian przewija się jak znak krzyża przy modlitwie Moherowego Towarzystwa Przyjaciół Krzyża i będzie się przewijał - są wokoło. Zatem siedzę tu w tych czterech białych ścianach i zastanawiam się dlaczego nie uczę się na błędach. Dlaczego ciągle we mnie tyle wiary w to, że mogę odzyskać, wrócić, mieć na nowo?

Kamień. Te miliony drobinek kamienia, który przed momentem rozbił się o mnie przepływają z krwią do mózgu. Opadają ręce, nie można swobodnie trafiać w litery na klawiaturze. Uda, łydki i stopy zdają się być coraz bardziej odrętwiałe. Szczęka przyjmuje właśnie tysiące mikro mrówek na pokład, a oczy powoli łapią ostrość jak stary obiektyw bronica sterowany ręką, tą co to opadła przed momentem. 

I co? I nic. Wstaję powoli. Mimo, iż wydawało mi się już od kilku tygodni, że stoję. Łapię się oparcia sofy, krzesła, stołu i ściany. Sinead śpiewa, że nothing compares to mnie i jestem w stanie uwierzyć. 

Dlaczego? Chyba zdałem sobie sprawę, że w całym tym egoizmie, który noszę w sobie, ciągle szukam w tym życiu kogoś, kto będzie moim lustrzanym odbiciem. Przecież nie o to chodzi… 

Tak, jestem złym człowiekiem. Gdybym był dobry, cały czas byliby przy mnie ci ludzie co pięć, a może sześć lat temu. Gdzie oni są? 

Łatwo było być gwiazdą, kiedy wokoło były dziesiątki, setki ludzi gotowych klaskać na dźwięk porannego pierdnięcia. Bo tak było. Nigdy nie chciałem przestać być „dzieciakiem”. To samo przestało obowiązywać, dużo wcześniej niż zauważyłem. 

Dlatego wstaję z tej pieprzonej podłogi przy przyniskim stoliczku. Łapię się wszystkiego wokoło, naciskam klamkę i wychodzę. Gdzie? Nie wiem… Linda Perry śpiewa, że wychodzi na zewnątrz i pyta ten zasrany świat „O co tu chodzi?”… uwielbiam tę piosenkę i śpiewam ją sobie w każde urodziny od 25 roku życia… What’s going on? 

Zapalają się kolejne lampy na klatce schodowej… otwieram drzwi - ostatnie, które mi zostały, wychodzę. Trochę pada… idę. 

Rioja? Kamienie? Niełatwo. Idę. 

Leje jak skurwysyn.

- Ej! Lekki! - Lekki!!! 

Idę… ręka w górze…

- Dzięki! - za wszystko…

Bartosz Klosek


Zdjęcia oraz filmy są autorską interpretacją tekstu Bartka Kloska w wykonaniu Łukasza Cyrusa. 

Więcej tekstów Bartka znajdziesz na blogu (+18): 

Zdjęcia Łukasza zobaczyć można na blogach (+18): 

Zdjęcia wykonaliśmy w Miejskie Centrum Kultury w Ruda Śląska (Ruda Slaska) . Serdecznie dziękujemy za możliwość korzystania z pomieszczeń MCK. 

piątek, 16 grudnia 2016

Klub Fotograficzny "Źródło"


Czas jakiś temu, ze trzy kwartały będzie, spotkałem się z kolegą moim Krzysiem, żeby rozważyć, co by było, gdybyśmy zaczęli fotografować razem. Pytanie było śmiałe, a odpowiedź niepewna, bo z obserwacji zdjęć wnioskować można, że poza miłością do fotografii nie mamy ze sobą nic wspólnego. Wszak Krzyś pod swoją skromną fizjonomią skrywa śmiałość do eksperymentów nieposkromioną, zaś wyniki tychże zdają się mówić, iż otaczająca nas rzeczywistość ma pewną, choć niegwarantowaną szansę rzeczywiście istnieć.

Niezrażeni różnicami rozpoczęliśmy niemrawo wspólne przedsięwzięcie fotograficzne.

Po jakimś czasie, gdy się już trochę dotarliśmy, uznaliśmy za dobry pomysł, by do grupy zaprosić kolegę Bartka, gdyż typ ten spojrzenie na rzeczywistość ma wnikliwe, krytyczne i zwykł nazywać rzeczy po imieniu. Niepokój budzić może jednak fakt, iż ze słów, czy obrazów tak prostolinijnie skomponowanych zionie absurd i zgnilizna, które przywykliśmy nazywać normalnością.

Dla zachowania równowagi, a może z obawy, że w trójkę łatwo stoczymy się w odmęty światów niepoznanych, wystosowaliśmy notę do kolegi Olka, który rzeczywistość wirtualną tak lekceważy, że nawet nie ma bloga. Jako człowiek stabilnej natury i postury, miał wprowadzić przeciwwagę psychofizyczną i wyrównując napięcia wewnątrz grupy, miał być łącznikiem z rzeczywistością całkiem realną. Szybko jednak okazało się, że Olek rzeczywistość realną traktuje równie lekceważąco, co wirtualną, stąd na jego zdjęciach mogą pojawiać się kształty, które nie przybliżają nikogo do poznania prawdy o fotografowanym przedmiocie.

Wrażliwi na świat i niepewni, czy wszystko jest z nim w porządku, zaczęliśmy fotografować źródło naszych emocji.


Jeśli nie wynika to z powyższego tekstu, Klub Fotograficzny "Źródło" zajmuje się fotografią. Raczej tą artystyczną, która daje nam możliwość wyrażenia siebie, zwrócenia uwagi na rzeczy nas nurtujące czy fascynujące, zaangażowania odbiorcy i nawiązania z nim dialogu, zachęcenia do własnej interpretacji prezentowanych treści. Bliska jest nam abstrakcja i eksperyment. Nawet jeśli zrobimy reportaż, to będzie to raczej nasza interpretacja zdarzenia niż suchy zapis faktów.
Jako miłośnicy fotografii pragniemy tworzyć obrazy dobre i piękne. Czym zaś jest piękno? Ono jest w oczach patrzącego.

Klub Fotograficzny "Źródło" to wspaniała oddolna inicjatywa miłośników fotografii Krzysia Stryja, Bartka Kloska, Olka Orszulika i Łukasza Cyrusa, których celem jest rozwój poprzez rozmowę, spotkanie, czytanie, słuchania i oglądanie.

Najmilsze w życiu jest robienie rzeczy niepotrzebnych.
Klub Fotograficzny "Źródło" na wernisażu wystawy fotografii "Rytmy" Anny Worowskiej w Bielskiej Galerii Fotografii B&B. Fotografia czarno-biała. Reportaż. fot. Łukasz Cyrus

Swoją działalność publicznie zainaugurowaliśmy naszą interpretacją fotograficzną wernisażu wystawy fotografii "Rytmy" Anny Worowskiej, którą obejrzeliśmy w Bielskiej Galerii Fotografii B&B.

Poza wycieczkami do galerii i burzliwymi dyskusjami, Klub Fotograficzny "Źródło" wykonuje również zdjęcia, które będzie zawsze można oglądać na fejsbukowej stronie Klubu.