O pamięci, farbie i miejscach, które nie chcą zniknąć
Są takie projekty, które zaczynają się niewinnie – od spaceru, od rozmowy, od pierwszego zdjęcia zrobionego trochę „na próbę”. A potem nagle orientujesz się, że od miesięcy żyjesz Atlantydą. Że wchodzisz w nią jak w mgłę, która niby się rozwiewa, ale zostawia na ubraniu zapach węgla, rdzy i czegoś jeszcze – czegoś, co trudno nazwać, a jeszcze trudniej sfotografować.
Tak było z Węglową Atlantydą od pierwszego pleneru przy Szybie Franciszek. Pamiętam tamten dzień, kiedy Adam Kowalski, stojąc przed grupą, powiedział: „Tak kompletnej dokumentacji Rudy Śląskiej nie wykonano od lat.” Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że to zdanie stanie się dla nas czymś w rodzaju drogowskazu. Że będziemy je powtarzać w myślach, kiedy po raz setny będziemy szukać właściwego kadru między zwałowiskiem a piaskowcem.
Plenery, które zmieniły sposób patrzenia
Węglowa Atlantyda zaczęła się jak każda dobra opowieść – od ludzi. Od Adama, który prowadził nas przez Steinbruch jak przewodnik po warstwach geologicznych pamięci. Od Arka Goli, który powtarzał: „Fotografia dokumentalna to nie tylko zapis – to sposób myślenia o świecie.” Od Michała Szalasta, który przypominał, że dokument „zawsze jest o człowieku, nawet jeśli człowieka nie ma w kadrze”.
A potem dołączyli kolejni – Joanna Helander i Bo Persson, którzy wnieśli do Atlantydy swoją czułość, doświadczenie i filmową wrażliwość. Dołączyli też młodzi, starsi, lokalni, przyjezdni. I my – rudzki Klub fotograficzny „Źródło”. Wnieśliśmy do projektu to, co mamy najbliżej skóry – Rudę, jej zapach, jej światło, jej pęknięcia.
Farba, która pamięta więcej niż my
Jedno z moich zdjęć – które również zobaczycie na wystawie – powstało podczas jednego z tych plenerów, kiedy człowiek niby fotografuje, ale tak naprawdę słucha. To była stalowa brama garażowa, pomalowana na zielono i czarno. Farba łuszczyła się jak stara skóra, odsłaniając czarny podkład. Zatrzymałem się. To nie była tylko brama. To była metafora całej Atlantydy.
Zielone i czarne – kolory górniczej flagi. Łuszczenie – czas, który robi swoje. Czerń pod spodem – pamięć, która nie znika, nawet jeśli powierzchnia odpada płatami.
To zdjęcie stało się dla mnie symbolem. Nie planowałem tego. Ono prostu tam było.
![]() |
| "Ślady pamięci". fot. Łukasz Cyrus, 2025. |
Od Szybu Franciszek do Muzeum Historii Polski Ludowej
Kiedy pierwszy raz wnieśliśmy Atlantydę do Szybu Franciszek, czułem, że to miejsce jest jak naturalne siedlisko dla tych obrazów. Surowe, prawdziwe, nieudawane.
Ale teraz – teraz dzieje się coś innego.
Węglowa Atlantyda trafia do Muzeum Historii Polski Ludowej.
I to jest ruch, który zmienia opowieść.
Bo muzeum to nie tylko ściany i gabloty. To miejsce, w którym pamięć staje się publiczna. Gdzie prywatne wspomnienia spotykają się z historią pisaną grubą kreską. Gdzie fotografie zaczynają mówić innym głosem – głośniejszym, bardziej zbiorowym.
W tym muzeum, które samo jest wehikułem czasu, Atlantyda nabiera nowej głębi. Staje się częścią większej narracji o tym, jak żyliśmy, jak pracowaliśmy, jak patrzyliśmy na świat. I jak próbujemy to wszystko ocalić.
Słowa, które zostają
Podczas jednego z naszych spotkań Adam Kowalski powiedział jeszcze jedno zdanie, które noszę w sobie od tamtej pory: „Wspólnota powstaje tam, gdzie ludzie patrzą w tym samym kierunku, nawet jeśli widzą różne rzeczy.”
I chyba właśnie o to chodzi w Atlantydzie. Patrzymy razem. Widzimy inaczej. A jednak opowiadamy jedną historię.
Zaproszenie, które płynie z głębi Atlantydy
Dlatego dziś – jako fotograf współtworzący Atlantydę, jako jej kronikarz, jako członek „Źródła”, jako ktoś, kto od zawsze chodzi po Rudzie z aparatem na szyi – mam zaszczyt zaprosić Was na kolejną odsłonę tej opowieści.
Zapraszamy na otwarcie wystawy „Węglowa Atlantyda”
01.05.2026, godz. 16:00
W imieniu fotografików, Klubu fotograficznego "Źródło", organizatorów – Stowarzyszenia TuRuda i Muzeum Historii Polski Ludowej, kuratorów – Arkadiusza Goli i Michała Szalasta, zapraszamy Was do wspólnego zanurzenia się w Atlantydę, która – paradoksalnie – wcale nie tonie. Ona właśnie wynurza się na powierzchnię.
Przyjdźcie.
Zobaczcie.
Posłuchajcie, co mówią miejsca, które niby milczą.
Więcej o "Węglowej Atlantydzie":
Historia "Węglowej Atlantydy" wg. Łukasza Cyrusa.
Historia "Węglowej Atlantydy" wg. Łukasza Cyrusa.
Łukasz Cyrus, 2026

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dziękuję za komentarz i pozdrawiam,
Łukasz Cyrus