Kiedy forma przestaje mamić, zaczyna się doświadczenie szczeliny
Cztery strony milczenia
Pytanie o resztę
![]() |
| "Duchy przyszłości". fot. Łukasz Cyrus, 2018. |
Fotografia odklejona to myśl, która nie mogła przyjąć innej formy.
![]() |
| "Duchy przyszłości". fot. Łukasz Cyrus, 2018. |
![]() |
| VII Międzyszkolny Konkurs Fotograficzny "Zwierzęta okiem obiektywu" 2026. |
![]() |
| Bartosz Klosek i Łukasz Cyrus odbierają Różę Talentów 2026. |
Są takie projekty, które zaczynają się niewinnie – od spaceru, od rozmowy, od pierwszego zdjęcia zrobionego trochę „na próbę”. A potem nagle orientujesz się, że od miesięcy żyjesz Atlantydą. Że wchodzisz w nią jak w mgłę, która niby się rozwiewa, ale zostawia na ubraniu zapach węgla, rdzy i czegoś jeszcze – czegoś, co trudno nazwać, a jeszcze trudniej sfotografować.
![]() |
| "Ślady pamięci". fot. Łukasz Cyrus, 2025. |
I to jest ruch, który zmienia opowieść.
Dlatego dziś – jako fotograf współtworzący Atlantydę, jako jej kronikarz, jako członek „Źródła”, jako ktoś, kto od zawsze chodzi po Rudzie z aparatem na szyi – mam zaszczyt zaprosić Was na kolejną odsłonę tej opowieści.
![]() |
| KF "Źródło" z nagrodą w kategorii INNOWATOR. Od lewej: Bartosz Klosek, Aleksander Orszulik, Krzysztof Stryj, Łukasz Cyrus. fot. Wojciech Karolczak. |
Dla mnie — i dla nas, członków Klubu Fotograficznego „Źródło” — był to wieczór szczególny. Po raz pierwszy w historii klubu stanęliśmy razem na scenie, ramię w ramię, by odebrać wyróżnienie Prezydenta Miasta Ruda Śląska, Pana Michała Pierończyka, w kategorii INNOWATOR. I choć nagrody nie są celem samym w sobie, to jednak ten moment miał w sobie coś symbolicznego. Jakby ktoś powiedział: widzimy was, widzimy waszą pracę, waszą konsekwencję, waszą odwagę robienia rzeczy inaczej.
Kiedy patrzę na ostatnie dziesięć lat działalności „Źródła”, widzę nie tyle kalendarium wydarzeń, ile ciągły ruch — jakbyśmy byli strumieniem, który nieustannie szuka nowych koryt. Współprace z instytucjami, plenerowe cykle jurajskie, konkursy, wystawy, publikacje, warsztaty, działania partnerskie, projekty społeczne… 166 inicjatyw, z których wiele wymykało się standardowym kategoriom.
Może właśnie dlatego nagroda INNOWATOR wybrzmiała tak trafnie. Bo jako klub niezależny, działający bez stałego zaplecza finansowego, nauczyliśmy się jednego: jeśli chcesz zrobić coś wielkiego, musisz czasem zbudować narzędzia, których jeszcze nie ma. Musisz wymyślić własny język, własną metodę, własną drogę. A czasem — własną definicję fotografii.
Kiedy wchodziliśmy na scenę, poczułem coś, co trudno nazwać. Może było to wzruszenie, może duma, może wdzięczność — a może wszystko naraz. Patrzyłem na moich klubowych przyjaciół i współtwórców, na ludzi, którzy przez lata współdzielili ze mną nie tylko projekty, ale i sposób patrzenia na świat. I pomyślałem, że ta chwila jest jak fotografia: nie da się jej powtórzyć, nie da się jej odtworzyć, można ją tylko przeżyć.
Dziękuję Prezydentowi Michałowi Pierończykowi za słowa, które padły tego wieczoru — pełne uznania dla społeczników, wolontariuszy, ludzi, którzy działają z potrzeby serca. Dziękuję władzom miasta za to, że potrafią dostrzec i docenić pracę, która nie zawsze jest spektakularna, ale zawsze jest potrzebna.
Gala była także — a może przede wszystkim — świętem innych. Ludzi, którzy każdego dnia robią coś dla drugiego człowieka. Często po cichu, często bez oczekiwania na podziękowania. Wzruszające było wyróżnienie Pani Teresy Wilczek, wieloletniej prezes Rudzkiego Stowarzyszenia Amazonek „Relaks”, która otrzymała nagrodę specjalną. Jej działalność to przykład tego, jak wiele może zmienić jeden człowiek, jeśli działa z serca.
Ogromne gratulacje kieruję do wszystkich wyróżnionych w dziewięciu kategoriach — Lider, Fundraiser, Wolontariusz+, Cisi Bohaterowie, Filar Organizacji, Nowa Energia, Edukator, Zawisza i oczywiście Innowator. Każde nazwisko, każda organizacja, każdy projekt to osobna historia dobra.
Szczególne gratulacje należą się Rudzkiemu Stowarzyszeniu Inicjatyw Niebanalnych In‑nI, które otrzymało tytuł Organizacji Roku. To dla nas ważne także dlatego, że Klub Fotograficzny „Źródło” jest częścią tej społeczności — i widzimy z bliska, jak ogromną pracę wykonują ludzie In‑nI, często ponad siły, zawsze z pasją.
Kiedy opadły brawa, a światła sceny przygasły, pomyślałem o tym, że fotografia — ta odklejona, ta prawdziwa — zawsze zaczyna się od światła. I że tego wieczoru światło padło tam, gdzie powinno: na ludzi, którzy tworzą tkankę miasta.
Wracając do domu, miałem wrażenie, że Gala „Dziękujemy pozarządowcom” była nie tylko uroczystością, ale także przypomnieniem. Że Ruda Śląska to nie tylko przestrzeń, ale wspólnota. Że kultura i działania społeczne nie są dodatkiem, lecz fundamentem. I że warto robić swoje — nawet jeśli czasem wydaje się, że nikt nie patrzy.
Bo ktoś patrzy. I czasem — tak jak wczoraj — powie: dziękujemy.
![]() |
| Międzyszkolny Konkurs Fotograficzny „Zwierzęta okiem obiektywu” Uczniowie klas 7–8 | Zgłoszenia do 24.04.2026 | zstio4wchorzowie@gmail.com |
![]() |
| Szczelina czasu, pamięci i egzystencji. Fot. Łukasz Cyrus, 2015. |
Są takie wernisaże, które nie zaczynają się w chwili przecięcia symbolicznej wstęgi, lecz dużo wcześniej — w relacjach, w pamięci, w drobnych napięciach, które gromadzą się w ludziach i przestrzeni. Wczorajsze otwarcie „Symbiozy” Aleksandra Orszulika było właśnie takim wydarzeniem: nie tyle prezentacją fotografii, ile spotkaniem, w którym obrazy stały się pretekstem do rozmowy, a rozmowa — przedłużeniem obrazów. CINiBA, ze swoją charakterystyczną geometrią i spokojem, przyjęła nas jak miejsce, które zna rytm naszych kroków.
![]() |
| Wernisaż wystawy "Symbioza" Aleksandra Orszulika w CINiBA. fot. Łukasz Cyrus, 2026. |
Atmosfera była swobodna, niemal domowa. Przyszli znajomi Olka, członkowie Klubu „Źródło”, osoby związane z ZPAF OŚ, uczestnicy jego warsztatów i spotkań. Wszyscy ci, którzy wiedzą, że fotografia jest dla niego nie tylko medium, ale sposobem bycia w świecie. I że każda jego wystawa jest kolejnym etapem tej drogi.
![]() |
| Wernisaż wystawy "Symbioza" Aleksandra Orszulika w CINiBA. fot. Łukasz Cyrus, 2026. |
Prezentowane prace — starannie przygotowane, przemyślane, precyzyjne — układały się w rytm CINiB-y. Dominowały dyptyki, w których geometryczne formy architektury prowadziły dialog z własnym odbiciem. Linie, kąty, powtórzenia. A jednak to nie geometria przyciągała mnie najmocniej, lecz momenty, w których Olek pozwolił jej się przełamać. Płynne formy poręczy, miękkie krzywizny klatki schodowej, organiczne gesty światła — te obrazy otwierały przestrzeń na coś bardziej ludzkiego, bardziej cielesnego.
![]() |
| Wernisaż wystawy "Symbioza" Aleksandra Orszulika w CINiBA. fot. Łukasz Cyrus, 2026. |
Właśnie tam, w tych załamaniach, najmocniej wybrzmiewała dla mnie Fotografia Odklejona. Nie w deklaracji, lecz w działaniu. W tym, że obraz nie próbował być o architekturze, ani o człowieku, ani o relacji między nimi. On po prostu się wydarzał — jako spotkanie, jako napięcie, jako ślad. W dyptykach widać było konstrukcję, ale w płynnych formach — esencję. Strata dosłowności stawała się zyskiem obecności.
![]() |
| Wernisaż wystawy "Symbioza" Aleksandra Orszulika w CINiBA. fot. Łukasz Cyrus, 2026. |
Patrząc na te fotografie, miałem wrażenie, że Olek nie tyle opisuje CINiB-ę, ile pozwala jej mówić własnym językiem. A jednocześnie — że sam staje się jej współtwórcą. To właśnie gest NADFOTOGRAFICZNY: obraz jako manifestacja relacji, która nie jest ani mimetyczna, ani abstrakcyjna, lecz egzystencjalna.
![]() |
| Wernisaż wystawy "Symbioza" Aleksandra Orszulika w CINiBA. fot. Łukasz Cyrus, 2026. |
Podczas wernisażu wykonałem fotograficzny reportaż. Zdjęcia — zapis tego, co wydarzyło się pomiędzy ludźmi, pomiędzy obrazami, pomiędzy przestrzenią a ruchem. Wczorajszy wieczór był nie tylko prezentacją prac, ale także żywą symbiozą: ludzi, światła, architektury i myśli.
![]() |
| Wernisaż wystawy "Symbioza" Aleksandra Orszulika w CINiBA. fot. Łukasz Cyrus, 2026. |
„Symbioza” okazała się nie tyle tytułem wystawy, ile jej doświadczeniem. Widziałem, jak obrazy Olka rezonują z przestrzenią, jak ludzie odnajdują w nich własne ścieżki, jak CINiBA — ta pozornie chłodna, uporządkowana struktura — staje się miejscem spotkania. To był wieczór, w którym fotografia nie reprezentowała świata, lecz go współtworzyła. A to, w moim rozumieniu, jest jej najgłębszą możliwą prawdą.
![]() |
| Wernisaż wystawy "Symbioza" Aleksandra Orszulika w CINiBA. fot. Łukasz Cyrus, 2026. |
![]() |
| Wernisaż wystawy "Symbioza" Aleksandra Orszulika w CINiBA. fot. Łukasz Cyrus, 2026. |
Są takie miejsca, które nie tylko przyjmują nas w swoje wnętrze, ale zaczynają w nas pracować — jakby ich geometria, światło i rytm miały własny puls, zdolny zsynchronizować się z naszym. W takich przestrzeniach fotografia przestaje być dokumentem, a staje się rozmową. Właśnie tam, wśród betonowych płaszczyzn i szklanych prześwitów CINiB-y, Aleksander Orszulik buduje swoją opowieść o relacji człowieka z architekturą. Opowieść, która nie szuka dosłowności, lecz napięcia między tym, co widzialne, a tym, co dopiero się wydarza.
„Symbioza” wyrasta z uważności. Z obserwacji, jak sylwetki użytkowników biblioteki — skupionych, zamyślonych, zanurzonych w pracy — stapiają się z porządkiem przestrzeni, która ich otacza. Orszulik nie zatrzymuje ruchu, lecz pozwala mu się rozproszyć. Linie korytarzy, odbicia w szkle, rytm schodów i balustrad — wszystko to przestaje być tłem, a staje się równorzędnym uczestnikiem obrazu.
W tych fotografiach nie ma hierarchii. Człowiek nie dominuje nad architekturą, a architektura nie przytłacza człowieka. Obie strony tracą swoją dosłowność, by stworzyć nową jakość: wspólny organizm, w którym myśl i materia wzajemnie się wspierają. To właśnie tytułowa symbioza — proces, w którym przestrzeń staje się przedłużeniem wewnętrznych poszukiwań, a człowiek nadaje jej sens poprzez obecność.
Orszulik nie opisuje biblioteki. On ją odsłania — jako miejsce, które nieustannie pracuje, choć nie wydaje dźwięku. Jako konstrukcję, która nie tylko przechowuje wiedzę, ale ją umożliwia. Jako przestrzeń, która nie jest neutralna, lecz współtwórcza.
„Symbioza” to zaproszenie do spojrzenia na CINiB-ę inaczej: nie jak na budynek, lecz jak na żywy układ, w którym każdy cień, każda linia i każda sylwetka mają swoje miejsce. To także przypomnienie, że fotografia może być narzędziem nie tyle rejestracji, ile rozumienia — sposobem na uchwycenie subtelnych relacji, które zwykle umykają w codziennym pośpiechu.
Jura wraca do Muzeum Śląskiego – i wraca także nasza opowieść o miejscu, w którym czas się nakłada, a krajobraz nosi ślady ludzkich historii. Pisałem już o tym w tekstach „Jura w obrazie i pamięci” oraz „Jura. Kraina bez końca – moje miejsce, nasza opowieść”. Teraz ta historia otwiera się na nowo – tym razem w formie spotkania z tymi, którzy patrzą na Jurę przez wizjer aparatu i przez własną pamięć.
Seans w fotoplastykonie „Tam, gdzie przeplatają się czasy”, przygotowany przez dr. Kamila Myszkowskiego we współpracy ze Związkiem Polskich Artystów Fotografików Okręgu Śląskiego, stał się jednym z ważnych wątków całego projektu „Jura. Kraina bez końca”. To tam obraz fotograficzny zamienia się w medytację nad przemijaniem, trwaniem i napięciem między naturą a architekturą. Teraz do tego seansu dopisujemy kolejny rozdział – rozmowę.
W sobotę, 7 lutego 2026 roku o godzinie 17.00, w Muzeum Śląskim w Katowicach odbędzie się spotkanie autorskie z fotografikami ZPAF, autorami seansu w fotoplastykonie. Będzie to panel dyskusyjny połączony z pokazem fotografii w formie slajdów. Porozmawiamy o kulisach powstawania zdjęć, o wyborach i wątpliwościach, o tym, jak fotografować miejsce, które znamy „na pamięć”, a które wciąż potrafi nas zaskoczyć.
Jura, którą pokazujemy w fotoplastykonie, to nie jest Jura z pocztówek. To przestrzeń przemian, pęknięć, śladów – krajobraz, w którym spotykają się wspinacze, turyści, mieszkańcy, przyroda i historia. Każdy z autorów seansu wnosi do tej opowieści własny język i własną wrażliwość. W spotkaniu wezmą udział: Antoni Kreis, Arkadiusz Ławrywianiec, Grzegorz Maciąg, Mirosław Miranowicz, Joanna Nowicka, Aleksander Orszulik, Krzysztof Szlapa, Janusz Wojcieszak oraz ja – Łukasz Cyrus. Rozmowę poprowadzi dr Kamil Myszkowski, kurator pokazu „Tam, gdzie przeplatają się czasy”.
Dla mnie to kolejny moment, w którym Jura – miejsce bliskie, oswojone, odwiedzane setki razy – staje się na nowo przestrzenią pytań. O to, co zachować w kadrze, a co zostawić poza nim. O to, jak opowiadać o krajobrazie, który jest jednocześnie domem, mitem i polem konfliktu. O to, czy fotografia może jeszcze być narzędziem uważności, a nie tylko kolekcjonowania widoków.
Jeśli czytaliście wcześniejsze wpisy o wystawie i seansie, to sobotnie spotkanie będzie naturalnym ciągiem dalszym tej opowieści. Jeśli jeszcze nie mieliście okazji zobaczyć „Jury. Krainy bez końca” ani seansu w fotoplastykonie – to dobry moment, by zacząć właśnie od rozmowy z tymi, którzy współtworzą tę narrację obrazem.
Informacje praktyczne: