niedziela, 14 marca 2010

Kura Domowa - Gospodyni

Fotografia kreacyjna pt: "Kura Domowa: Gospodyni". Portret urody. Fot. Łukasz Cyrus, Ruda Śląska
Homemaker

Housewives - Homemaker

Duuużo roboty. Ale fajnej roboty.

Są zdjęcia, do których należy się przygotować, i to dobrze przygotować.

Kiedy przychodzą te chwile gdy olśni Cię jakiś pomysł i zupełnie bezpodstawnie zaczynasz podejrzewać, że jesteś geniuszem warto wziąć ołówek i wszystko co Ci się uroiło zapisać na ścianie, albo suficie - kartki się gubią, komputery psują, ściany mniej. Następnie trzeba spokojnie czekać, może Ci minie. Jeśli jednak nie mija, nie ma wyjścia. Trzeba wziąć się do roboty, bo niektóre pomysły są na prawdę natrętne.

Teraz przychodzi czas na zastanowienie się nad tym jak nasz pomysł można najlepiej pokazać. Na co zwrócić uwagę, a co przykryć miłosiernym cieniem. Co dodać, co ująć. Więcej tego, mniej tamtego. I tak w nieskończoność.

Analiza możliwości wykonawczych jest często najsmutniejszym etapem. Zderzenie z rzeczywistością trochę przypomina czołowe spotkanie z pociągiem towarowym.
Jakoś tak to bywa, że wszystkie fajne pomysły, które chodzą mi po głowie wymagają przynajmniej hangaru lotniczego i wszystkich świateł z lokalnego klubu piłki nożnej. A moje studio przypomina rozmiarem większą konserwę.

I tu w zasadzie zaczyna się przygoda.
W jednej książce przeczytałem "przeciwności przemień w swoich sprzymierzeńców" - uzyskasz efekty, których nie zobaczysz u tych, którzy nie borykają się z Twoimi trudnościami. Pewne rozwiązania będą wymuszone warunkami, będą kompromisami. Pewnie od razu nie dorównasz swoim mistrzom, ale zrobisz kolejny kolejny kroczek w dobrym kierunku, wypracujesz swój niepowtarzalny styl i wiele się nauczysz.

Ania, którą widzisz na zdjęciu, jest wysoką dziewczyną. Wysoką dziewczyną w szpilkach do tego. Studio jest niskie i wąskie. Scenariusz jak z koszmaru. Trzy godziny latałem z lampami, blendami, parasolkami i statywami nim wszystko się udało tak upakować, żeby zmieścić na zdjęciu Anię. Bez niej chyba byłoby mniej ciekawie.

Plan jest oświetlony aż pięcioma lampami. Wszystkie na wyciągnięcie ręki Ani.

Dwa halogeny budowlane widać na zdjęciu. Pamiętaj, że ich moc jest niezmienna - po 500W każdy, ale możesz je dowolnie rozjaśniać i ściemniać czasem naświetlania. Dłużej naświetlasz, więcej światła z halogenów na zdjęciu. Krócej to mniej. Proste. Co ważniejsze, nie wpłynie to na światło lamp błyskowych.

Trzy lampy błyskowe. Softboks 60x60 na ziemi, skierowany ku górze. Świeci na nogi, brzuch i rozbija cienie na twarzy. Widzisz?
Od góry ekran rozpraszający o średnicy 1m zawieszony 5cm pod sufitem na elastycznych linkach do mocowania bagażu. Żarówka przez ekran. Studio jest tak niskie, że nie było mowy o softboksie czy parasolce w tym miejscu. Z tej samej przyczyny ekran znajdował się zaledwie 20cm od głowy Ani, co dość wydatnie przepalało czoło i włosy. Dwie kartki papieru do drukarki precyzyjnie umieszczone na ekranie skutecznie odfiltrowały nadmiar światła.
Chciałem jeszcze światło kontrowe, żeby odseparować Anię od ciemnego tła i wiesz co? nie zmieścił się żaden softboks. Wziąłem zatem długie i wąskie pudełko po kozakach żony i zrobiłem z niego chudy softboks, w którym żarówka jest zamocowana od dołu, a nie z tyłu. Być może pudełko po butach obklejone taśmą izolacyjną nie wygląda na szczyt lansu, ale hej, światło jest tylko światłem i nie sądzę, żeby robiło mu różnicę przez co przechodzi.

Wszystko to przygotowałem dzień wcześniej. Prawdopodobnie gdybym zaczął się bawić pudełkiem bo butach w obecności modelki byłaby to nasza ostatnia sesja. Miej to na uwadze.

wtorek, 19 stycznia 2010

Shutter 12 zmienia swoje oblicze - Moniurka Glamour



Postanowiłem odrobinę odmienić swojego bloga. Od tej pory będę gadał, a raczej pisał. Nie żebym był w tym szczególnie dobry, ale żeby przekazać kilka prostych wskazówek i informacji pewnie wystarczy. Wskazówek na temat fotografii rzecz jasna. Spróbuję w kilku słowach i obrazkach pokazać jak można osiągnąć prezentowany w danym poście efekt. Być może znajdzie się ktoś, komu cała ta pisanina podsunie pomysł na własne zdjęcia.

Skoro niniejszy blog tkwi w sieci już od jakiegoś czasu, a ja postanowiłem opisać jego zawartość dopiero dziś oznacza to, że będę musiał edytować wiele, wiele postów wstecz. Warto więc zerknąć czasem do historii. Może znajdzie się tam coś ciekawego.

W dzisiejszym poście bardzo łatwy do wykonania portret urodowy.
Najważniejszą jego częścią jest oczywiście śliczna modelka. Jeśli ma na głowie zająca (może być syntetyczny) to jeszcze lepiej. Jak widać dodaje masę uroku. Kilka innych gadżetów również może się przydać. Jeśli masz szczęście Twoja modelka sama zadba o te wszystkie cudeńka. Jeśli nie, musisz zrobić małe rozpoznanie w modzie, lub pogadać z zaprzyjaźnioną stylistką.

W portretach urodowych dobry makijaż jest konieczny. Jeśli nie jesteś alfą i omegą możesz nie znać się na makijażach (w końcu Ty robisz zdjęcia). W takim przypadku należy się zaprzyjaźnić z wizażystką, albo udać się na stosowny kurs.

Kiedy modelka jest gotowa do zdjęć należy ją należycie oświetlić. 'Należycie' pewnie oznacza zupełnie różne rzeczy dla różnych ludzi, więc każdy decyduje sam. Nie trzeba się kłócić. Wspólnie z Monią uznaliśmy, że 'należycie' w tym wypadku to bez fajerwerków. Pilnowałem więc, by światło pozostawało proste, dość ostre i rześkie. W tym celu ustawiłem jedną lampę na prawo, trochę powyżej aparatu. Na tyle wysoko by cienie na buzi modelki padały w zwyczajnym kierunku, do którego jesteśmy przyzwyczajeni, czyli z góry na dół. Mogłem oczywiście zrobić na odwrót, ale pewnie Monika nie byłaby zadowolona gdyby jej nos rzucał długi cień na czoło.

Ustawiając światło pod kątem około 45 stopni od osi Model-Aparat uzyskasz bezpieczne (dla niektórych pewnie nudne) światło.

Jako, że buzia Moniki jest wzorowo gładka nie musiałem się troszczyć o rozpraszacze. Lampę oprawiłem więc w odbłyśnik, a światło puściłem przez malutki filtr foliowy, żeby było odrobinę równiejsze. Jeśli nie dysponujesz sprzętem studyjnym, podobny efekt uzyskasz świecąc halogenem budowlanym z Castoramy przez gładką reklamówkę z Tesco. Poważnie. Ale uważaj, reklamówka pewnie spłonie, jak przesadzisz z odległością do żarnika.

To samo światło oświetla białe tło. Jego jasność ustalisz doświadczalnie przesuwając modelką bliżej lub dalej od tła.

Jedno małe światło, tyle zalet. Są też wady. Jedno małe światło to duży kontrast. Dlatego całkiem blisko Moni, po lewej stronie wisi wielka biała blenda, która odbija światło z lampy w zacienione miejsca. Jak nie masz blendy, powieś białe prześcieradło. Druga blenda, srebrna odbija światło od spodu rozświetlając cienie pod nosem i szyją. Z tą blendą jest więcej roboty niż z dużą białą, bo odbicie bezpośrednie z blendy srebrnej jest kierunkowe, czyli musi trafiać w precyzyjne miejsce, a modelki się wiercą (na szczęście z resztą). Albo więc będziesz latać ze statywami tam i z powrotem, albo poprosisz o pomoc swojego niewidzialnego kolegę. W tym przypadku celne zajączki puszczał Artur, który jest równie dobry w dmuchaniu wiatrakiem czy wytrwałym podtrzymywaniu ciężarów na planie zdjęciowym. Jeśli nie masz srebrnej blendy, to przyklej folię aluminiową (masz w szufladzie w kuchni) do arkusza styropianu. Jak nie masz Artura, to masz przechlapane.

Teraz jeszcze wiatrak żeby włosy fajnie latały i do dzieła.

niedziela, 10 stycznia 2010

Moniurka na rowerze























Jeśli szykujesz się do czegoś bardziej skomplikowanego niż klasyczne światło na 3/4 + ładna buzia, warto się przygotować. Jeśli natomiast mimo przygotowań nie masz pewności, że podczas sesji wszystko pójdzie gładko, zaproś na zdjęcia modelkę, którą znasz dłużej niż 15 minut. Uprzejmie przymknie oko na wszystkie Twoje wpadki.

Dokładnie tak było w tym przypadku.
Z założenia światło kontrowe, które ślizga się po bokach modelki miało być światłem głównym. Jego resztki odbite od blendy miały wypełniać ostre cienie i ukazywać szczegóły w słabiej oświetlonych miejscach.

Choć przez kilka dni przed sesją próbowałem różne ustawienia świateł, finalnie i tak musiałem wszystko zmienić, bo już po pierwszych zdjęciach okazało się, że nic z tego dobrego nie wyjdzie. W zależności od ustawienia modelki pojawiały się na twarzy ostre i niekontrolowane cienie, które wcale nie dodawały jej uroku. Blenda niewiele pomagała. Trzeba było improwizować. Tak też uczyniłem. Światła zaczęły wędrować po studio w lewo, w prawo, w górę i w dół. Z czterech lamp zrobiły się trzy, a później dwie. Im mniej lamp, tym łatwiej opanować cały ten bałagan. W końcu stanęło na dwu lampach, nieoprawionych w żadne modyfikatory. Jedno po prawej i jedno po lewej. Prawe na godzinie 2:30 względem modelki, a lewe na 11. Cienie rozbija duża biała blenda od przodu. Tło oświetla resztka odbitego światła z blendy i ścian. Rower wytrwale trzyma niezłomny Artur czuwając, by Monia nie poznała co to przyspieszenie ziemskie.

Z czasem dodałem trzecie światło. Lampę z parasolką ustawiłem na godzinie 4. To w tym kierunku patrzy Monika. Efekt działania tej lampy widać na jaśniejszych zdjęciach. Miękkie światło ładnie wypełnia wszystkie ostre cienie pochodzące od lamp kontrowych. Jeśli nie masz parasolki, możesz poświecić przez prześcieradło. Im większe ono będzie, tym bardziej światło się rozproszy.

Na ostatnim zdjęciu w tym poście lampa ta nie została użyta, dzięki czemu kontrasty są bardziej dramatyczne.

Na pierwszym zdjęciu pojawia się jeszcze jedna lampa. Również kontrowa. Położyłem ją na ziemi i skierowałem na brzuch Moniki.

poniedziałek, 21 grudnia 2009

Marlena
















Czasem przychodzi czas na eksperymenty.

Nowy tatuaż Marleny - zaprzyjaźnionej modelki jest świetną okazją, by pobawić się kadrem i światłem. Figura Marleny jest, co tu dużo gadać, legendarna. Grzechem było by jej nie fotografować. Skrzętnie zatem zabraliśmy się do pracy.

Tym razem chcieliśmy upiec dwie pieczenie na jednym ogniu - utrwalić świeżutki tatuaż , a jednocześnie otrzymać artystyczne zdjęcia atrakcyjnie ukazujące piękne, kobiece kształty.

Nie chciałem, by światło zwracało na siebie uwagę. Użyłem więc tylko jednego źródła. Niewielki softboks (60x60) zawiesiłem kilkadziesiąt centymetrów nad Marleną, trochę z tyłu, a ją samą zaprosiłem na niewygodny i twardy stolik. Od ciemnej strony stolika zawiesiłem srebrną blendę rozświetlającą głębokie cienie. Żeby ułatwić sobie dodatkowo życie użyłem czarnego tła.

W tym symetrycznym ustawieniu świateł miałem rzadką możliwość wędrowania z aparatem w blisko dziewięćdziesięciostopniowym wycinku koła. To daje bardzo duże możliwości.

Miękkie światło z softboksa delikatnie rozlewa się po ciele modelki nie tworząc ostrych i dramatycznych cieni, jednocześnie podkreślając trójwymiarowość obrazu. Srebrna blenda nie tylko rozbija cienie w nieoświetlonych miejscach, ale dodaje również odrobinkę połysku, który sprawia, że skóra wygląda zdrowo. Ciemne tło wyraźnie odcina się od jasno oświetlonego boku Marleny. Krótka głębia ostrości dodaje zdjęciom delikatności. Kolor jest natomiast dodatkowym środkiem wyrazu artystycznego i myślę, że jego wybór pozostaje w gestii autora i jego nastroju.

Gdy podczas sesji uda się zbudować uniwersalne oświetlenie, które nie wymaga ciągłych poprawek, zabawa jest przednia. Można zwyczajnie skupić się na miłych pogaduchach z modelką i robić kolejne zdjęcia.

Zachęcam wszystkich do eksperymentowania z kadrem, światłem, ustawieniem modelki i z dodatkami. Tym razem wykorzystaliśmy wisiorek, który przykuwa uwagę. Ciekawe efekty daje również posmarowanie ciała oliwką, albo spryskanie wodą, albo jedno i drugie.

Powodzenia.

PS. Softboks można zastąpić nieocenionym prześcieradłem, choć trudniej nim manewrować. Rolę srebrnej blendy zagra folia aluminiowa.

piątek, 18 grudnia 2009

Tadziu - Portret Twardziela

Twardzielom dobrze robi ostre światło. Ostre cienie też im dobrze robią. Twardziel lubi patrzeć na aparat z góry - wydaje mu się, że jest twardszy wtedy. No i twardziele lubią dym, dużo dymu. I to wcale nie takiego sztucznego z maszyny, tylko tego bardzo niezdrowego, wprost z mocnej fajki. Ubrany na czarno twardziel w czarnym i zadymionym pokoju czuje się jak ryba w wodzie, choć jest o wiele bardziej szorstki.

Jedną z wielu zalet Tadzia - Twardziela jest to, że jest. Podczas sesji nie pozuje (w końcu nie jest modelką). Stoi raczej na podobieństwo twardego kamienia w miejscu gdzie go ustawisz. To bardzo wygodne, bo można ustawić aparat na statywie i obsługiwać go z pilota z drugiego pokoju, a kadr się nie zmieni nawet o cal.

W tak wygodnej sytuacji można pobawić się światłami.

Głównym źródłem światła na tym zdjęciu jest lampa oprawiona w odbłyśnik, rzucająca ostre światło skierowane na modela z tyłu z prawej strony. Łatwo to zauważyć, w końcu model ma przepalony cały bok. W wielu przypadkach takie prześwietlenie będzie uważane za błąd. W tym jednak wypadku chciałem żeby tak było. Chciałem, by efekt był bardzo dramatyczny i zupełnie nieidealny.
Ostre światło, które wyraźnie odcina Tadzia od czarnego tła, jest również światłem oświetlającym twarz postaci. W tym wypadku użyłem lustra. Jak wiadomo, odbicie w lustrze jest prawie idealnie bezpośrednie i prawie wcale rozproszone. Dzięki czemu można zachować większość właściwości światła źródłowego. Skoro, więc lampa błyskowa dała nam ostre i kierunkowe światło, to odbite będzie takie samo. Dodatkowymi zaletami jest to, że można je skierować tam gdzie jest potrzebne i 'uciąć' gdzie go nie trzeba. Potrzebne było od zacienionej części twarzy, więc tam je skierowałem. Żadne lustro natomiast nie jest nieskończone. Moje też nie było. Zatem w miejscu gdzie kończy się lustro, kończy się również odbicie światła. Można w ten sposób precyzyjnie oświetlić modelowi pół twarzy. Albo pół modela. Jedno i drugie zrobiłem w tym przypadku. Otrzymane w ten sposób ostre i 'pocięte' światło dodaje dramatyzmu i wygląda trochę filmowo.
W celu rozbicia okrutnie głębokich cieni i zmniejszenia kontrastu ustawiłem drugą lampę praktycznie na wprost modela. Jej światło rozproszyłem parasolką. Dzięki temu jest ono praktycznie niewykrywalne, a jednak spełnia swoją funkcję.

Ustawienie świateł całkiem dobrze się spisało i uzyskałem ciekawy stylizowany portret twardziela. Nie sądzę jednak żeby ten typ oświetlenia sprawdził się podczas fotografowania delikatnej blondynki. Choć kto wie? Może warto spróbować.

wtorek, 15 grudnia 2009

Sandra

W przeciwieństwie do zdjęcia Tadzia - Twardziela, którego można podziwiać w poście powyżej, tu zależało mi na bardzo naturalnym oświetleniu.

Chciałem żeby cudna Sandra na tych zdjęciach wyglądała jakby sfotografowana przypadkiem w domu, nie podczas sesji. Z tego względu oświetlenie musiało imitować światło naturalne, wpadające przez okno, przechodzące przez firanki, miękkie i delikatne, wypełniające cały pokój.

Zdjęcie pierwsze.

Żeby osiągnąć zamierzony efekt użyłem dwóch lamp i arkusz styropianu.
Światło główne w tym przypadku to lampa błyskowa + softboks 60x60. Nieduży softboks ustawiony blisko portretowanej osoby jest bardzo fajny ponieważ daje miłe, miękkie światło, ale jednocześnie nie tak bardzo miękkie żeby było zupełnie bezcieniowe. Jak widać na zdjęciu daje nam to bardzo dobry modelunek twarzy. Powstałe cienie są wystarczające, żeby stworzyć wrażenie trójwymiarowości, a jednocześnie nie są zbyt ostre.
Ważna informacja dla mniej wprawnych amatorów fotografii:
Bezwzględny rozmiar źródła światła w fotografii jest nieistotny. Ważny jest jego względny rozmiar, czyli taki jakim go postrzega fotografowany obiekt. Softboks 60x60 będzie olbrzymi dla modelki jeśli jej go przykleimy do czoła, a malutki jeśli wyniesiemy go do drugiego pokoju. Jasne? Przystawiony do twarzy softboks całą ją dosłownie zaleje światłem, a świecąc z drugiego pokoju, będzie się zachowywał jak źródło światła ostrego, podobnie jak latarka. Trzeba poćwiczyć, ale można to ogarnąć.
W naszym przypadku softboks znajdował się około 1 metra od twarzy Sandry, gdzieś na godzinie 16:30 jeśli Sandra była środkiem tarczy. Jak również widać po kierunku cieni na twarzy, musiał być również powyżej głowy. Około 45 stopni w górę.

Światło wypełniające musiało natomiast pochodzić z odbicia od ścian i sufitu, zupełnie jak ma to miejsce, kiedy światło dzienne wpada przez okno. Właśnie z tego powodu zdecydowałem się nie kierować światła wypełniającego na Sandrę, a na sufit.
Światło odbiło się od sufitu, potem od ścian i podłogi, i wszystkich innych przedmiotów podnosząc ogólną luminację pomieszczenia. To z kolei spowodowało, że kontrasty spadły, a cienie się wypełniły. Niewielki rozmiar pomieszczenia sprawił, że dwie lampy o tej samej mocy utworzyły stosunek świateł do cieni mniej więcej jak 2/3 do 1/3.
Są dwa zasadnicze problemy związane z tą techniką.
Pierwszy polega na tym, że wraz ze zmianą rozmiaru pokoju stopień zbalansowania świateł będzie się zmieniał. W dużym pomieszczeniu jedna lampa odbita od sufitu może nie wystarczyć.
Drugi problem to kolor ścian i sufitu. Światło wypełniające przyjmie barwę ścian. W tym przypadku, ściany były jasnokremowe i czerwone, a sufit biały. Dzięki tej kombinacji zdjęcie zostało lekko ocieplone, a efekt podobał mi się. Efekty mogą być jednak różne w zależności od koloru ścian. Trzeba o tym pamiętać.

Ostatnim źródłem światła był arkusz styropianu położony pod nogami Sandry. Jego zadaniem było odbić niewielką ilość światła w zacienione miejsca pod nosem i brodą.

Zdjęcie drugie.

Również i w tym przypadku chciałem uzyskać efekt światła słonecznego wpadającego do pomieszczenia przez okno. Z założenia zdjęcie nie miało pokazywać twarzy, więc nie musiałem się martwić o oświetlenie "portretowe" czy schlebiający urodzie kierunek cieni. Chciałem natomiast by było naturalnie i sexy.

W związku z powyższym postanowiłem zasymulować poranne światło wpadające przez okno. W tym miejscu domu jest to światło dość niespotykane, ponieważ okna wychodzą tu na zachód zasłonięty, co gorsza, sąsiednim budynkiem. Nic nie szkodzi. Słońce nie zawsze musi sprzyjać fotografowi. Wystarczy mieć jakąś lampę. Albo dwie.

Pierwszą lampę, mocniejszą, oprawiłem w softboks 60x60. Drugą, tę słabszą w nic nie oprawiłem. Ten niezwykle skomplikowany zestaw wstawiłem do pokoju, którego drzwi posiadają okno z pomarańczowawym "mrożonym" szkłem i taką drewnianą kratką, że niby tak jest bardziej stylowo. Kliknij tutaj, jeśli nie wiesz o czym mówię.

Zamknąłem drzwi. Softboks ustawiłem tak, żeby jego światło w jak największym stopniu wypełniało okno w drzwiach. To było moje światło główne. Miękkie i bezcieniowe, względnie duże - okno w drzwiach ma wymiary ok 1 x 0,5 metra. Bardzo fajne światło, ale trochę za bardzo bezcieniowe - nie było widać tej wylansowanej kratki z drewna. Dołożyłem więc drugą lampę, dokładnie na tej samej osi co softboks, ale przed nim. Nieoprawiona żarówka rzucała bezlitosne cienie, a softboks je bezlitośnie zmiękczał. Pomarańczowe, mrożone szkło dodało ciepłego koloru i trochę faktury.

Jak już wszystko ładnie ustawiłem - statywy, softboksy, kabelki... to nie mogłem wyjść z pokoju ;).

Finalnie poprosiłem Sandrę, żeby się wychyliła przez barierkę i spojrzała w dół. Wtedy Sandra stanęła na palcach, a to bardzo dobrze robi damskim nogom i pośladkom, i zdjęcie było gotowe.



Posted by Picasa

piątek, 11 grudnia 2009

Moniurka


Kiedy fotografujesz tak ładną dziewczynę jak Monia, do tego w tak kuszącym stroju, popisywanie się bajeranckim oświetleniem czy możliwościami programów do obróbki graficznej jest zwyczajnie nie na miejscu. Nie chodzi tu o Ciebie, tylko o modelkę. Ustaw więc światła tak, żeby ładnie wyglądała. Zadbaj o to, by w kadrze nie pojawiały się zbędne elementy odwracające uwagę. Powiedz parę komplementów. I do dzieła.

Jak widać na zdjęciach światło bez zbytecznych fajerwerków, a Monia wygląda doskonale. Czego chcieć więcej od zdjęć urodowych? Nie zawsze musisz pokazać wszystko czego się nauczyłeś.
Po prawej od aparatu i trochę powyżej linii oczu Moniki postawiłem mały softbox (60x60cm), tak blisko jak się dało. To światło główne. Moc - 100Ws.
Po lewej, z tyłu, jakieś 2m od Moniki, postawiłem drugą lampę (50Ws) oprawioną w snoota. Snoot to taka zwężająca się rura, która zawęża snop światła. Można to kupić na Allegro, albo zrobić z kartonu, plastiku, albo czegokolwiek. Bądź kreatywny.
Dzięki zastosowaniu snoota ostre światło pada na Monię separując ją od tła, ale nie oświetla całego świata wokół Moniki. Nie ma nic gorszego jak oświetlić wszystko i do tego tak samo.
Uzyskawszy ładne światło główne i kontrowe musiałem zająć się cieniami. Nie chciałem żeby były zbyt mocne. Chciałem też żeby było widać, że scenerią dla zdjęć jest pokój, a nie czarna dziura. Zamocowałem więc dwie słabe lampy, po 50Ws każda, na statyw i palnąłem nimi w biały sufit. Ogólna luminacja sceny podniosła się, a kontrasty zmniejszyły się. Bingo.

Gdyby pobiegać ze światłomierzem, można sprawdzić dokładną ilość światła tu i tam, i zrobić to jak należy. Jednak posiadając wyświetlacz LCD z tyłu aparatu i intuicję, można 'na oko' stwierdzić czy coś wygląda cool czy nie. W zależności od tego jakim typem jesteś, zrobisz to po swojemu.
Posted by Picasa

wtorek, 1 grudnia 2009

Photo workshop







Photo Workshop in Katowice.

Warsztaty fotografii aktu artystycznego

Zastanawiasz się nad wypróbowaniem swoich sił w tematyce aktu artystycznego, bądź pragniesz rozwinąć swoje umiejętności w tej tematyce?
Dajemy Ci zatem możliwość zgłębienia wiedzy i zapraszamy na 2 dniowe warsztaty fotograficzne! W trakcie warsztatów wprowadzimy Cię w tajniki metod pracy z modelką, sposoby komunikacji, kompozycji, oświetlenia, na bazie których będziesz w stanie samodzielnie realizować swoje własne projekty. Skupimy się na przekazaniu wiedzy praktycznej okraszonej niezbędną dla jej realizacji wiedzą teoretyczną. Zapewniamy przyjacielską i nieformalną atmosferę.
Stawiamy na bardzo indywidualne podejście do uczestnika, dlatego grupy warsztatowe są kameralne, 4-7 osób.
Dwie najbliższe edycje warsztatów zaplanowaliśmy na styczeń 2010, 23-24.01.2010 oraz 30-31.01.2010. Warsztaty będą odbywały się w naszym atelier, w Katowicach. Prosimy o zapoznanie się z agendą warsztatów oraz rejestrowanie się. Obowiązuje kolejność zgłoszeń.

Zapraszamy
Ela i Michał Barteczko